Zastanawiasz się, co zobaczyć w Toskanii? Dobrze, że tu jesteś.
Przygotowałam dla Ciebie listę 10 najpiękniejszych miasteczek Toskanii – takich, do których naprawdę chce się wracać. Każde z nich odwiedziłam i każde zostawiło we mnie coś więcej niż tylko ładne zdjęcia.
Bo Toskania to nie tylko Florencja.
To poranki z widokiem na wzgórza, zapach winorośli, ciepłe światło na kamiennych uliczkach i kolacje, które przeciągają się do późnego wieczora. To miejsca, które nie krzyczą „atrakcja”, tylko powoli wchodzą pod skórę.
I właśnie tego często nie mówią przewodniki.
Jeśli planujesz podróż po Toskanii, wynajmij samochód i daj sobie przestrzeń na zjechanie z trasy. Bez planu. Bez presji.
Najpiękniejsze momenty zdarzają się gdzieś pomiędzy – przy drodze, w małym miasteczku, o którym wcześniej nawet nie słyszałaś.
Poniżej znajdziesz moje miejsca w Toskanii – wybrane nie dlatego, że „trzeba je zobaczyć”, ale dlatego, że coś zostawiają.
Może znajdziesz wśród nich swoje.
Planujesz podróż po Włoszech? Ten artykuł jest częścią mojego przewodnika po Włoszech – miejsca, w którym zbieram osobiste wpisy o miastach, miasteczkach i trasach z duszą.

Jak zobaczyć Toskanię bez zmęczenia
Jeśli masz ograniczony czas, łatwo wpaść w tryb „zobaczyć wszystko”.
Ja kiedyś tak podróżowałam. Dziś robię to inaczej.
- wybieram 2-3 miejsca, które naprawdę chcę zobaczyć
- zostawiam przestrzeń na błądzenie i spontaniczne postoje
- traktuję plan jako kierunek, nie listę do odhaczenia
Bo Toskania najpiękniej działa pomiędzy punktami na mapie.
Ten przewodnik pokaże Ci, co jest możliwe.
Ale nie musisz robić wszystkiego.
I właśnie wtedy ta podróż zaczyna być naprawdę Twoja..
1. Greve in Chianti
Pierwszym miejscem, do którego chcę Cię zabrać w Toskanii, jest Greve in Chianti – niewielkie miasteczko w sercu regionu winiarskiego, niedaleko Florencji.
Pamiętam mój pierwszy przyjazd tutaj. Bez wielkich oczekiwań. I może właśnie dlatego to miejsce tak mnie zaskoczyło.
Nie ma tu „jednej atrakcji”, dla której się przyjeżdża. Jest za to coś, co zostaje na dłużej.
Greve bierze swoją nazwę od rzeki, która przez nie przepływa, i od regionu Chianti, który od wieków pachnie winem, ziemią i słońcem.
Ale prawda jest taka, że magia tego miejsca nie leży w historii ani w nazwie.
Dzieje się gdzieś pomiędzy.
W porannej kawie na spokojnym placu. W kieliszku wina wypitym bez pośpiechu. W spacerze bez planu, kiedy skręcasz w uliczkę tylko dlatego, że dobrze wygląda w świetle.
To jedno z tych miejsc, w których nic nie musisz – i właśnie dlatego chcesz zostać trochę dłużej.

I jednak jest tu jedno miejsce, wokół którego wszystko się toczy – Piazza Matteotti.
Plac otoczony jest średniowiecznymi budynkami i arkadami, pod którymi chowają się małe sklepy, winiarnie i kawiarnie. To tutaj bije serce miasteczka.
Spędziłam tu cały poranek – bez planu, bez pośpiechu.
I jeśli mogę Ci coś podpowiedzieć, to właśnie to: usiądź w jednej z kawiarni na placu i zamów kawę. Nic więcej nie trzeba.
To moment, w którym zaczynasz widzieć więcej.
Ktoś wpada tylko na szybkie espresso. Ktoś zatrzymuje się na rozmowę. Ktoś macha do znajomego z drugiego końca placu. Wszystko dzieje się spokojnie, naturalnie – jak codzienny rytuał, który toczy się tu od lat.
I nagle orientujesz się, że nie jesteś już tylko „w podróży”.
Jesteś trochę w środku tego świata.

2. Montefioralle
Kolejnym miejscem, które warto zobaczyć w Toskanii, jest Montefioralle – maleńka wioska ukryta wśród oliwnych gajów i winnic, dosłownie kilka minut od Greve in Chianti.
Pamiętam moment, kiedy tu trafiłam. Cisza, kamień, widoki. I to uczucie, że znalazłam coś, czego nie było w planie.
Montefioralle to jedno z tych miejsc, które odkrywa się powoli. Wąskie, kręte uliczki prowadzą donikąd – i właśnie o to chodzi. Tu nie ma „zwiedzania”. Jest chodzenie bez celu.
I jedna rzecz, której nauczyłam się trochę na własnych błędach: załóż wygodne buty.
Bruk jest piękny, ale potrafi dać w kość. Szczególnie kiedy zatrzymujesz się co kilka kroków, żeby popatrzeć na widok albo zrobić zdjęcie.
Bo widoki są tu wszystkim.
Rozciągające się wokół wzgórza Chianti, rzędy winorośli, miękkie światło – to jedno z tych miejsc, gdzie stajesz na chwilę i myślisz: ok, to jest właśnie Toskania.

Jeśli będziesz tu w marcu, spróbuj zaplanować wizytę w czasie Festa di Frittelle – małego, lokalnego święta, podczas którego można spróbować świeżych, jeszcze ciepłych słodkości i poczuć bardziej „codzienną” stronę Toskanii.
A teraz coś praktycznego, co naprawdę robi różnicę.
Montefioralle jest malutkie i liczba miejsc parkingowych jest bardzo ograniczona. Zamiast krążyć i się frustrować, dużo lepszym pomysłem jest zostawienie auta w Greve in Chianti i dojście pieszo.
To około 20-30 minut spaceru.
I powiem Ci szczerze – dla mnie to była jedna z najpiękniejszych części całego dnia.
Droga prowadzi między winnicami, powoli odsłania widoki i daje Ci dokładnie to, czego szukasz w Toskanii: przestrzeń, ciszę i moment, żeby naprawdę tam być, zamiast tylko „dojechać”.

3. Panzano in Chianti
Kolejnym miejscem na tej trasie jest Panzano in Chianti – miasteczko położone wysoko, prawie 500 metrów n.p.m., do którego prowadzi jedna z tych dróg, dla których warto zwolnić.
Już sama jazda tutaj robi wrażenie. Zakręty, wzgórza, winorośle. A potem dojeżdżasz na górę i… robi się jeszcze lepiej.
Panzano znane jest przede wszystkim z festiwalu Vino al Vino, który odbywa się co roku w trzeci weekend września.
Jeśli trafisz na ten moment, zobaczysz to miasteczko w zupełnie innej energii – bardziej żywej, głośniejszej, pełnej ludzi i wina.
Ale jest tu też coś, dla czego wiele osób przyjeżdża specjalnie.
Lokal Dario Cecchini to miejsce niemal kultowe.
To tutaj spróbujesz bistecca alla fiorentina – i powiem Ci szczerze: nigdy wcześniej nie jadłam czegoś takiego. Prosto, bez udziwnień, a jednocześnie absolutnie perfekcyjnie.
Nawet jeśli nie planujesz dużego posiłku, warto tu zajrzeć – choćby po to, żeby poczuć atmosferę i zobaczyć, jak jedzenie staje się częścią miejsca.

Poza jedzeniem i widokami, Panzano ma też swoją spokojniejszą, bardziej historyczną stronę.
W centrum miasteczka znajdziesz średniowieczny zamek – najstarszy i najwyżej położony punkt w Panzano.
To jedno z tych miejsc, które nie rzuca się od razu w oczy, ale kiedy już tam trafisz, czujesz, jak bardzo to miasteczko jest zakorzenione w historii.
Kilka minut dalej stoi kościół San Leolino – trochę na uboczu, trochę w ciszy.
W środku możesz zobaczyć dzieła takich artystów jak Giovanni della Robbia czy Raffaelino del Garbo.
To dobre miejsce, żeby na chwilę zwolnić po całym dniu w słońcu i winie – i zobaczyć Toskanię z zupełnie innej strony.

4. Radda in Chianti
Po Panzano warto pojechać kawałek dalej na południe – do Radda in Chianti.
To jedno z tych miejsc, które nie próbują niczego udawać. I może właśnie dlatego zostają w głowie na dłużej.
Pamiętam, że od razu poczułam tu coś innego. Spokojniej. Ciszej. Bez tej turystycznej presji, żeby „coś zobaczyć”.
Radda to wąskie uliczki, kamień i światło, które wpada między budynki w taki sposób, że co chwilę masz ochotę się zatrzymać.
I zapachy.
Te z małych restauracji przy placu, które wychodzą na ulicę i prowadzą Cię dokładnie tam, gdzie powinnaś iść.
Szczerze? Kilka razy po prostu szłam za nosem.
I ani razu się nie zawiodłam.
To dobre miejsce, żeby zwolnić jeszcze bardziej. Usiąść. Zamówić coś prostego. I pozwolić, żeby Toskania zrobiła resztę.

I jeśli masz zaplanować tu jeden konkretny moment – niech to będzie obiad.
Zarezerwuj czas na wizytę w La Bottega di Giovannino.
To jedno z tych miejsc, które nie wygląda jak „top restaurant z listy”, a smakuje dokładnie tak, jak chcesz, żeby smakowały Włochy.
Zamów coś klasycznego i prostego:
- gęstą, rozgrzewającą ribollitę
- ravioli z ricottą w maślano-szałwiowym sosie
- miękkie gnocchi z grzybami
- i na koniec panna cottę z owocami
Do tego kieliszek czerwonego wina – i naprawdę nie potrzeba nic więcej.
Ale to, co zapamiętasz najbardziej, to nie tylko jedzenie.
To sposób, w jaki jesteś tam traktowana.
Ja miałam wrażenie, że jestem gościem w czyimś domu, a nie w restauracji. Od pierwszej chwili – spokojnie, naturalnie, bez dystansu.
I może właśnie dlatego ten obiad został ze mną na dłużej niż wiele innych.
Jeśli lubisz odkrywać autentyczne włoskie smaki i miejsca, które naprawdę coś zostawiają – zajrzyj też tutaj → Jeden dzień we Florencji.

5. Monteriggioni
Kolejnym miejscem na tej trasie jest Monteriggioni – miasteczko osadzone na wzgórzu, które wygląda tak, jakby ktoś zatrzymał czas.
Pamiętam moment, kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy. Te mury wynurzające się z krajobrazu. Zatrzymałam samochód i po prostu patrzyłam.
Trochę jak scena z bajki. Albo z filmu, który znałaś wcześniej, tylko nagle jesteś w środku.
Monteriggioni otacza imponująca twierdza z XIV wieku, z czternastoma wieżami, zbudowana przez mieszkańców Sieny, żeby chronić się przed atakami z Florencji i Volterry. I robiła to naprawdę dobrze – przez setki lat pozostawała niezdobyta.
To jedno z tych miejsc, które możesz obejść w kilkanaście minut.
Ale nie chodzi o to, żeby się spieszyć.
Zatrzymaj się. Przejdź się powoli po kamiennych uliczkach. Usiądź na chwilę na placu. Poczuj tę ciszę zamkniętą w murach.
I na koniec – mała nagroda. Zajrzyj do Gelateria La Bottega del Castello.
Po spacerze po tych starych murach lody smakują jeszcze lepiej. I naprawdę – zasługujesz na nie.
Marzysz o swojej własnej, trochę cichej przygodzie w Toskanii?
Dzielę się miejscami, które naprawdę coś zostawiają – małymi perełkami, adresami restauracji i detalami, których nie znajdziesz w przewodnikach. Takimi, które zmieniają podróż z „udanej” w taką, do której wraca się myślami.
Jeśli chcesz, możesz być bliżej tych miejsc.
Bonus dla nowych subskrybentów: interaktywna mapa Florencji z ponad 100 atrakcjami – zapisana tak, żeby wygodnie korzystać z niej w telefonie 📱


I choć Monteriggioni jest niewielkie, ma kilka miejsc, przy których warto się na chwilę zatrzymać.
Sercem miasteczka jest Piazza Roma – mały, kamienny plac, przy którym stoi romański kościół Santa Maria Assunta. Prosto, spokojnie, bez nadmiaru. To jedno z tych miejsc, gdzie siadasz na chwilę i nagle nigdzie Ci się nie spieszy.
Koniecznie wejdź też na mury obronne.
Zbudowane na nich platformy widokowe pozwalają spojrzeć na całą okolicę z góry – na wzgórza, winnice i drogi, które wiją się gdzieś daleko. Wejście jest dodatkowo płatne, ale naprawdę warte każdego euro.
Monteriggioni przez lata pojawiało się w filmach, reklamach, a nawet grach komputerowych.
I trudno się dziwić.
Już Dante Alighieri wspominał o nim w Boska komedia.
Patrząc na te mury i widoki, łatwo zrozumieć dlaczego.

6. Pienza
Jeśli jest jedno miejsce w Toskanii, które wygląda dokładnie tak, jak wyobrażasz sobie Toskanię – to właśnie Val d’Orcia.
To region, do którego przyjeżdża się „na chwilę”, a potem zostaje się dłużej.
Spędziłam tu trzy dni i spokojnie mogłabym zostać tydzień.
Te wzgórza ciągnące się na południe od Sieny, cyprysy przy drogach, światło, które zmienia się z każdą godziną – wszystko wygląda jak obraz. I to nie jest przypadek.
UNESCO wpisało Val d’Orcia na listę światowego dziedzictwa właśnie za ten krajobraz – stworzony przez człowieka, ale idealnie współgrający z naturą.
W samym sercu tego regionu leży Pienza.
Niewielkie miasteczko, które kiedyś było zwykłą toskańską wioską, a potem zostało przekształcone w wizję „idealnego miasta renesansu” przez Pius II.
I coś z tej wizji zostało do dziś.
Pienza jest uporządkowana, harmonijna, spokojna. Ale jednocześnie ma w sobie miękkość – tę włoską niedoskonałość, która sprawia, że chce się tu zostać na dłużej.
To dobre miejsce, żeby zwolnić jeszcze bardziej.
Pospacerować bez planu. Zatrzymać się na kawę. I patrzeć na dolinę, która zmienia się z każdą chwilą.

Dzięki pracy wybitnych architektów do dziś możesz tu zobaczyć perełki renesansu – Duomo, Palazzo Comunale i Palazzo Piccolomini.
Szczególnie zapamiętałam Palazzo Piccolomini.
To właśnie stamtąd rozciąga się jeden z tych widoków, dla których przyjeżdża się do Toskanii – miękkie wzgórza Val d’Orcia, światło i cisza, która zostaje na dłużej.
I jest tu jeszcze jeden moment.
To w ogrodach tego pałacu w latach 60. kręcono sceny do Romeo and Juliet.
Stałam dokładnie w tym miejscu.
I naprawdę – miałam dreszcze.
Nie tylko przez film, ale przez to, jak wszystko się tu łączy: historia, krajobraz i to ciche poczucie, że jesteś w miejscu, które widziało już bardzo wiele.

I jeszcze jedno – w Pienzie warto po prostu iść przed siebie.
Przejdź się Via dell’Amore i zajrzyj w uliczki za katedrą. To właśnie tam otwierają się widoki, które zostają w głowie na długo – spokojne, szerokie, prawie nierealne.
Jeśli masz chwilę więcej, podejdź też do kościółka Pieve di Corsignano na obrzeżach miasta. Jest prosty, trochę surowy, otoczony zielenią – zupełnie inny klimat niż centrum Pienzy, ale właśnie przez to tak dobrze dopełnia całość.
I na koniec coś, czego nie można pominąć.
Pienza słynie z pecorino – owczego sera, który znajdziesz tu w dziesiątkach wariantów. Młodszy, bardziej delikatny. Starszy, intensywny, lekko pikantny. Czasem z dodatkami, które zmieniają wszystko.
Wejdź do jednego ze sklepików, spróbuj kilku kawałków i wybierz ten, który najbardziej „zostaje”.
To jeden z tych smaków, które potem przywołują całą podróż.

I jeśli masz zaplanować tu jeden moment, niech to będzie spokojny obiad.
Zajrzyj do Trattoria da Fiorella.
To jedno z tych miejsc, gdzie wszystko jest proste – i właśnie dlatego tak dobre.
- Zamów coś lokalnego:
- pecorino z czerwonym radicchio
- ręcznie robione taglierini z kaczką w delikatnym białym sosie
I naprawdę… trudno to opisać inaczej niż: niebo w gębie.
Do dziś, kiedy o tym myślę, wraca nie tylko smak, ale cały ten moment – światło wpadające przez okno, cisza, powolny rytm.
Takie obiady zostają na dłużej niż lista miejsc „do zobaczenia”.
Planujesz więcej włoskich przygód? Zajrzyj też tutaj → Mediolan w jeden dzień. To dobre uzupełnienie Toskanii – trochę więcej miasta, designu i energii, która fajnie kontrastuje z jej spokojem.

7. Monticchiello
Po Pienzie warto pojechać kawałek dalej – do Monticchiello.
To mała, średniowieczna wioska w dolinie Val d’Orcia, która nie próbuje przyciągać uwagi. I może właśnie dlatego tak dobrze się tu oddycha.
Cicho, spokojnie, trochę jakby czas płynął wolniej niż gdzie indziej.
W drodze zatrzymaj się koniecznie przy punkcie widokowym Photo Spot Toscana.
To właśnie tam zobaczysz jeden z najbardziej „toskańskich” widoków – krętą drogę obsadzoną cyprysami, którą znasz pewnie z setek zdjęć.
I tak, przygotuj się na to, że zatrzymasz się na dłużej.
Ja zrobiłam tam chyba z pięćdziesiąt zdjęć.
I każde wyglądało jak pocztówka.

Aleja cyprysów wije się tu miękko między wzgórzami – dokładnie tak, jak wyobrażasz sobie Toskanię.
To jedno z tych miejsc, gdzie zatrzymujesz się „na chwilę”… i zostajesz dłużej, niż planowałaś. Bo światło, przestrzeń i cisza robią swoje.
Samo Monticchiello jest niewielkie i nie ma tu listy atrakcji do odhaczenia.
Ale warto wejść choć na moment.

8. Montepulciano
Kolejnym przystankiem jest Montepulciano – miasteczko położone wysoko, na wzgórzu między Val d’Orcią a Val di Chianą.
Już sama droga tutaj zapowiada, że będzie dobrze.
A potem wchodzisz w te uliczki i wszystko zaczyna zwalniać.
Montepulciano ma w sobie coś bardziej „żywego” niż poprzednie miejsca. Więcej ludzi, więcej energii, ale nadal z tym włoskim spokojem, który nie przytłacza.
I oczywiście – wino.
To właśnie stąd pochodzi Vino Nobile di Montepulciano – jedno z najlepszych czerwonych win w Toskanii. Podczas spaceru co chwilę trafiasz na małe enoteki i sklepiki, które zapraszają na degustację.
I to jest ten moment, kiedy plan przestaje mieć znaczenie.
Wchodzisz „na chwilę”, próbujesz jednego kieliszka… potem drugiego… i nagle okazuje się, że czas płynie zupełnie inaczej.
U mnie skończyło się na tym, że wysłałam skrzynkę do domu.
Bo serio – trudno wyjechać stąd z pustymi rękami.

Montepulciano to nie tylko widoki i wino – to też architektura, która robi wrażenie, nawet jeśli nie planujesz „zwiedzać”.
Wśród wąskich uliczek co chwilę trafiasz na renesansowe rezydencje, takie jak Palazzo Nobili-Tarugi, stare kościoły i małe place, które nagle się przed Tobą otwierają.
Najważniejszy z nich to Piazza Grande.
To dobre miejsce, żeby na chwilę usiąść i po prostu popatrzeć – na ludzi, na światło, na to, jak wszystko toczy się swoim tempem.
I jest tu jeszcze jeden ciekawy detal.
To właśnie tutaj kręcono sceny do The Twilight Saga: New Moon.
Ale nawet bez tego Montepulciano ma w sobie coś filmowego.
Może to te budynki. Może światło. A może po prostu sposób, w jaki to miejsce się odsłania, krok po kroku.

I kiedy już trafisz na Piazza Grande, zatrzymaj się na chwilę przy jednym budynku.
To Palazzo Comunale – ratusz z XIII wieku, który później odnowiono na wzór florenckiego pałacu Medyceuszy.
Z zewnątrz wygląda surowo. Trochę jak strażnik placu.
Ale prawdziwa magia zaczyna się, kiedy wejdziesz na jego wieżę.
Schody są wąskie i strome – nie będę udawać, że to lekki spacer. Ale kiedy wychodzisz na górę, wszystko się zmienia.
Przed Tobą rozciąga się cała dolina.
Przy dobrej pogodzie możesz zobaczyć nawet Jezioro Trazymeńskie i jego wyspy, a gdzieś dalej – zarys wzgórz.
To jeden z tych widoków, dla których warto się trochę zmęczyć.
Bo nagle widzisz Toskanię z innej perspektywy – szerzej, spokojniej, bez pośpiechu.

9. San Quirico d’Orcia
Po Montepulciano warto pojechać dalej na zachód – w stronę San Quirico d’Orcia.
To spokojniejsze, mniej oczywiste miejsce, które nie krzyczy o uwagę, ale zostaje z Tobą na dłużej.
Już sama droga tutaj jest częścią doświadczenia.
Zatrzymaj się po drodze przy jednym z punktów widokowych – to właśnie stamtąd zobaczysz ten kadr, który znasz z Toskanii: samotna willa pośród falujących wzgórz, rzędy cyprysów i światło, które wszystko wygładza.
Ten moment, kiedy wysiadasz z auta i przez chwilę tylko patrzysz.
Bez zdjęć. Bez telefonu.
A potem oczywiście robisz zdjęcia – i każde wygląda jak z pocztówki.
San Quirico samo w sobie też jest warte zatrzymania. Ale to właśnie ta droga i widoki pomiędzy sprawiają, że zapamiętasz ten fragment podróży najbardziej.

To właśnie tutaj naprawdę zrozumiałam, dlaczego Toskania od wieków inspiruje artystów.
Spacerując po San Quirico d’Orcia, warto zajrzeć do jego najważniejszych miejsc – ale bez pośpiechu, bardziej „po drodze” niż z listą w ręku.
Zobacz średniowieczną kolegiatę z jej surową, kamienną fasadą oraz Palazzo Chigi, który dodaje temu niewielkiemu miasteczku odrobiny elegancji i historii.
Ale prawda jest taka, że tutaj nie chodzi o konkretne zabytki.
Chodzi o momenty pomiędzy.
O światło na murach, o ciszę w bocznych uliczkach, o ten spokój, który sprawia, że zwalniasz – nawet jeśli wcześniej nie planowałaś.

Jak chcesz dalej odkrywać Włochy?
🏛️ Florencja w jeden dzień → Plan zwiedzania – idealna baza do zwiedzania Toskanii
🏰 Średniowieczne perły → Przewodnik po San Gimignano – miasto wież i niesamowitych widoków
✈️ Moda i kultura → Mediolan w jeden dzień – północne Włochy pełne stylu
🌊 Romantyczne jeziora → Jezioro Como w 2 dni – najbardziej romantyczne miejsce północnych Włoch
Co najbardziej do Ciebie przemawia?
10. Montalcino
Na koniec zostawiłam miejsce, które naprawdę ma w sobie coś wyjątkowego – Montalcino.
Położone wysoko, spokojne, trochę zdystansowane. Jakby nie próbowało nikogo przekonać, że warto tu przyjechać.
A jednak zostaje.
Pamiętam, że miałam wrażenie, jakby wszystko tu było trochę bardziej… ułożone. Wolniejsze. Bardziej świadome.
Montalcino swoją sławę zawdzięcza przede wszystkim winu Brunello di Montalcino – jednemu z najlepszych we Włoszech.
To wino, które wymaga czasu.
Minimum pięciu lat dojrzewania, z czego dwa lata w dębowych beczkach. Bez pośpiechu. Bez skracania drogi.
I mam wrażenie, że dokładnie tak wygląda życie w tym miejscu.
Wszystko dzieje się tu wolniej, ale dzięki temu ma więcej sensu.
Spacerujesz uliczkami, zatrzymujesz się na kieliszek wina, patrzysz na wzgórza i nagle orientujesz się, że nigdzie Ci się nie spieszy.
I może właśnie o to chodzi w Toskanii.

I choć Montalcino kusi winem, warto dać sobie chwilę, żeby zobaczyć je też poza kieliszkiem.
W centrum miasta stoi potężna, średniowieczna twierdza – Rocca di Montalcino. W sezonie zamienia się w tło dla koncertów i wydarzeń, ale nawet poza nimi robi wrażenie swoją surowością i widokami, które się stamtąd otwierają.
Kilka kroków dalej trafisz na Palazzo dei Priori – ratusz z charakterystyczną wieżą zegarową, który dominuje nad głównym placem. To dobre miejsce, żeby na chwilę się zatrzymać i po prostu popatrzeć, jak toczy się życie miasta.
Jeśli masz więcej czasu, zajrzyj też do jednego z lokalnych muzeów – Muzeum Szkła albo Muzeum Sztuki Sakralnej.
Ale tak naprawdę…
Montalcino najlepiej zapamiętasz nie przez listę atrakcji, tylko przez momenty pomiędzy nimi.

I na koniec – moment, który spina wszystko w całość.
Bo żadna wizyta w Montalcino nie jest pełna bez spokojnego posiłku z kieliszkiem Brunello.
Zajrzyj do Trattoria l’Angolo da Cesare e Mara.
To jedno z tych miejsc, gdzie wszystko jest dokładnie takie, jakie powinno być – bez udziwnień, bez pośpiechu.
Zamów:
- ravioli z ricottą i truflami
- delikatną cielęcinę w czerwonym sosie
- i na koniec panna cottę albo tiramisu
Każdy kęs jest prosty, ale dopracowany. A kiedy dołączysz do tego kieliszek Brunello, wszystko zaczyna smakować jeszcze pełniej.
I czujesz, że to nie jest tylko obiad.
To część miejsca.
Część historii, którą ktoś tu dopracowuje od pokoleń – spokojnie, bez skrótów.

Podróżuj lżej, zanim wyruszysz.
zacznij od czegoś prostego.
Pobierz Plan Minimum - Podróż bez pośpiechu:
Te toskańskie skarby zmieniły moje podejście do Włoch
Kiedy planowałam pierwszy wyjazd do Toskanii, myślałam, że to będzie po prostu kolejna piękna część Włoch.
Nie miałam pojęcia, jak bardzo się mylę.
Te dziesięć miasteczek nie tylko pokazało mi widoki. Nauczyło mnie czegoś ważniejszego – jak zwolnić. Jak być w miejscu, zamiast tylko je „zaliczać”.
Od porannej kawy na placu w Greve in Chianti, po ostatni kieliszek Brunello w Montalcino – wszystko działo się trochę wolniej, trochę ciszej. I może właśnie dlatego zostało na dłużej.
To nie są miejsca, które się tylko ogląda.
To miejsca, które się czuje.
Bruk pod stopami. Ciepłe „ciao” od właściciela małej knajpki. Światło, które o zachodzie dnia miękko opada na kamienne ściany.
To właśnie w takich momentach zaczynasz rozumieć, czym naprawdę jest la dolce vita.
I nieważne, czy to będzie kawałek pecorino kupiony w Pienzie, czy zachód słońca nad Montepulciano – te chwile zostają.
Ze mną zostały.
I coś we mnie zmieniły.
Jeśli czujesz, że chcesz podróżować inaczej – zebrałam to wszystko tutaj:
Które z tych toskańskich miasteczek najbardziej do Ciebie przemawia?
A może już byłaś w którymś z nich – i zostało z Tobą na dłużej?
Jeśli znasz kogoś, kto marzy o Toskanii, podeślij mu ten przewodnik. A jeśli masz swoje miejsca, do których wracasz myślami – napisz. Chętnie je poznam.
