Przejdź do treści

Co zobaczyć na Big Island? 15 miejsc, które skradną Twoje serce

wyspa hawai'i

Zastanawiasz się, co zobaczyć na Big Island? Trafiłaś idealnie.

Po dwóch niesamowitych tygodniach spędzonych na Wielkiej Wyspie nadal jestem pod ogromnym wrażeniem.

To miejsce naprawdę zachwyca – od czarnych, wulkanicznych plaż, przez aktywne kratery, aż po jedne z najbardziej spektakularnych rozgwieżdżonych nieb, jakie widziałam w życiu.

Jest w tej wyspie coś wyjątkowego. Coś, co zostaje z człowiekiem na długo.

Tym, co czyni Big Island tak niezwykłą, jest jej różnorodność. W ciągu jednego dnia możesz zobaczyć zupełnie różne światy – od surowych pól lawy, przez zielone doliny, aż po tropikalne wybrzeże.

To miejsce, które daje przestrzeń – zarówno na przygodę, jak i na zatrzymanie się na chwilę.

Zaparz kawę i rozgość się.

Przygotowałam dla Ciebie mój osobisty przewodnik po 15 miejscach na Big Island, które naprawdę zapadły mi w pamięć.

Są tu zarówno klasyki, jak i mniej oczywiste miejsca – takie, które odkrywa się trochę przypadkiem, ale zostają na dłużej.

Gotowa?

Co Zobaczyć na Big Island? 15 Miejsc, które Skradną Twoje Serce
Co zobaczyć na Big Island? 15 miejsc, które skradną Twoje serce

Mapa atrakcji Big Island

1. Park Narodowy Wulkanów Hawaiʻi

Park Narodowy Wulkanów to jedno z tych miejsc, które trudno w pełni zrozumieć, dopóki się tam nie stanie.

Spacerujesz po ziemi, która jeszcze niedawno była płynna. Wciąż się zmienia. Wciąż powstaje.

Wulkany Kīlauea i Mauna Loa dominują ten surowy, niemal surrealistyczny krajobraz. Szczególnie Kīlauea sprawia wrażenie miejsca, które cały czas żyje – cicho, ale intensywnie.

Szlak Kīlauea Iki (5,3 km) był dla mnie jednym z najmocniejszych doświadczeń w całym parku.

Zaczynasz wśród bujnej zieleni tropikalnego lasu – jest spokojnie, miękko, niemal kojąco.

A potem krajobraz nagle się otwiera.

Wychodzisz na rozległe pole zastygłej lawy – przestrzeń, która jeszcze niedawno była jeziorem ognia.

I choć wszystko jest już nieruchome, trudno pozbyć się wrażenia, że to miejsce wciąż się zmienia.

To nie jest tylko widok. To doświadczenie, które zostaje na dłużej.

Park Narodowy Wulkanów Hawaiʻi
Park Narodowy Wulkanów Hawaiʻi

Koniecznie zajrzyj też do tunelu lawowego Thurston (Nāhuku).

Przejście przez ten kilkusetletni korytarz, uformowany przez płynącą lawę, ma w sobie coś niezwykłego – chłód, cisza i poczucie, że jesteś w miejscu, które powstało zupełnie inaczej niż wszystko wokół.

Z kolei szlak Sulphur Banks (Haʻakulamanu) to zupełnie inne doświadczenie.

Zapach siarki jest intensywny, ale krajobraz wynagradza wszystko – miękkie odcienie żółci, bieli i minerałów tworzą coś, co trudno porównać z czymkolwiek innym.

Zużyłam tu więcej czasu, niż planowałam.

W pewnym momencie po prostu przestałam się spieszyć i ruszyłam Chain of Craters Road aż do samego oceanu.

To droga, która zmienia się z każdym kilometrem – a każdy przystanek daje nową perspektywę na tę samą, ciągle żywą wyspę.

Park Narodowy Wulkanów Hawaiʻi
Park Narodowy Wulkanów Hawaiʻi

Szlak petroglifów Puʻuloa był jednym z tych miejsc, które wymagają trochę wysiłku – ale zostają w głowie na długo.

Spacer przez surowy, wulkaniczny krajobraz nie jest najłatwiejszy, zwłaszcza w słońcu, ale każdy krok ma sens, gdy docierasz na miejsce.

Stoisz pośród setek starożytnych hawajskich petroglifów, wyrytych w skale setki lat temu. Proste linie, symbole, historie zapisane bez słów.

I nagle pojawia się to uczucie – że jesteś tylko chwilą w miejscu, które pamięta znacznie więcej.

Podczas mojej wizyty nie było aktywnej lawy (ostatnia erupcja miała miejsce we wrześniu 2023 roku), ale szczerze? Wcale jej nie potrzebowałam.

To miejsce działa inaczej – ciszej, głębiej.

Park Narodowy Wulkanów Hawaiʻi
Park Narodowy Wulkanów Hawaiʻi

Przydatne informacje

  • Zapłaciłam 30 dolarów za wjazd samochodem – i zupełnie szczerze, nawet przez chwilę nie poczułam, że to dużo. To jedno z tych miejsc, gdzie wartość doświadczenia kompletnie przysłania cenę.

2. Dolina Pololu

O Dolinie Pololū usłyszałam od baristy, który mówił o niej tak, jakby była najpiękniejszym miejscem na wyspie.

Pomyślałam: dobrze, sprawdzam.

I bardzo szybko zrozumiałam, o co mu chodziło.

Ta intensywnie zielona dolina, ukryta na północnym wybrzeżu, od razu wskoczyła do mojej osobistej listy najpiękniejszych miejsc, jakie widziałam.

Ale to nie tylko widok.

To poczucie, że jesteś w miejscu, które ma znaczenie.

Dla rdzennych Hawajczyków to przestrzeń głęboko symboliczna – związana z początkiem, z historią, z opowieścią o tym, skąd wszystko się zaczęło.

Stojąc na punkcie widokowym, z wiatrem od oceanu i falami rozbijającymi się gdzieś daleko na dole, naprawdę czułam tę energię.

Szlak prowadzący w dół ma około półtora kilometra, ale w rzeczywistości potrafi zaskoczyć.

Zwłaszcza gdy robi się ślisko i każdy krok wymaga trochę więcej uważności niż planowałaś.

Dolina Pololu na wyspie Hawai'i
Dolina Pololu

W połowie zejścia zatrzymałam się na skalnym występie, który wyglądał jak stworzony do tego, żeby na chwilę usiąść i po prostu patrzeć.

Zrobiłam tam zdjęcie, które do dziś mam ustawione jako tapetę w telefonie.

Na dole czekała czarna, piaszczysta plaża – dzika, surowa, zupełnie nieokiełznana.

Mimo ostrzeżeń przed silnymi prądami nawet nie pomyślałam o wejściu do wody. Ocean był zbyt potężny, zbyt „żywy”. Samo patrzenie wystarczało, żeby poczuć jego siłę.

To właśnie tam spotkałam starszego Hawajczyka, który siedział spokojnie i odpoczywał, jakby był częścią tego miejsca od zawsze.

Zaczęliśmy rozmawiać.

Opowiedział mi, że jego dziadkowie uprawiali tu kiedyś taro. Mówił spokojnie, bez pośpiechu – a jego historie brzmiały jak coś więcej niż wspomnienia. Jakby na chwilę odsłonił przede mną prawdziwą, żywą warstwę tej wyspy.

Po tej rozmowie ruszyłam dalej – za Pololū, w stronę doliny Honokane Nui.

Nogi protestowały z każdym krokiem.

Ale oczy… oczy chłonęły wszystko. I to był jeden z tych momentów, kiedy wiesz, że właśnie patrzysz na coś, czego nie zapomnisz.

Dolina Pololu na wyspie Hawai'i
Dolina Pololu

3. Mauna Kea

Wynajęcie Jeepa 4WD tylko po to, żeby wjechać na Mauna Kea?

Z perspektywy czasu – zrobiłabym to jeszcze raz, bez wahania.

Ten potężny wulkan wznosi się na ponad 4200 metrów nad poziomem morza, ale jego prawdziwa wysokość zaczyna się znacznie niżej, pod powierzchnią oceanu.

Właśnie dlatego uznaje się go za najwyższą górę na Ziemi – nawet wyższą niż Everest.

Już sama droga na szczyt jest doświadczeniem.

Nieutwardzona nawierzchnia, zakręty, wysokość – to jedna z tych tras, które wymagają pełnej uwagi. Przez większość czasu ściskałam kierownicę trochę mocniej, niż planowałam.

Na szczęście zatrzymałam się wcześniej w Visitor Information Station (na wysokości około 2800 m), żeby dać ciału chwilę na przyzwyczajenie się do wysokości.

I to była bardzo dobra decyzja.

Kilka minut więcej spokoju na dole może naprawdę zrobić różnicę tam na górze.

Mauna Kea na wyspie Hawai'i
Mauna Kea

Nikt mnie jednak nie przygotował na to, jak zimno jest na górze.

To ten rodzaj zimna, który wchodzi pod skórę – sprawia, że zaczynasz się trząść i automatycznie zakładasz na siebie wszystko, co masz w plecaku, warstwa po warstwie.

A potem… zachód słońca.

Słońce powoli zanurza się w morzu chmur, a Ty stoisz gdzieś ponad nimi – w miejscu, które wydaje się oddzielone od reszty świata.

Kolory zmieniają się z minuty na minutę – złoto, róż, pomarańcz, chłodny błękit – jakby ktoś rozlał akwarelę po niebie.

I nagle robi się ciemno. A wtedy pojawiają się gwiazdy.

Tak wyraźne, tak bliskie, że przez chwilę masz wrażenie, że możesz ich dotknąć.

To jeden z tych momentów, kiedy czujesz się jednocześnie bardzo mała… i bardzo obecna.

Dopiero później dowiedziałam się, że Mauna Kea to nie tylko góra.

To miejsce święte dla rdzennych Hawajczyków – a jednocześnie przestrzeń, w której stoją jedne z najważniejszych obserwatoriów astronomicznych na świecie.

To połączenie duchowości i nauki ma w sobie coś niezwykłego.

I zostaje z Tobą na długo.

Mauna Kea na wyspie Hawai'i
Mauna Kea

4. Plaża Hapuna

Po kilku dniach wędrówek i intensywnych wrażeń poczułam, że potrzebuję czegoś prostego.

Słońca, wody i chwili bez planu.

Miejscowi polecili mi plażę Hapuna – i to był dokładnie ten moment, kiedy wszystko zwolniło.

Ten szeroki, jasny odcinek wybrzeża ma piasek tak drobny, że pod stopami przypomina świeży śnieg.

A woda?

Przejrzysty turkus, który wygląda niemal nierealnie – jakby ktoś podkręcił kolory o kilka poziomów za bardzo.

Trafiłam tam w środku tygodnia, kiedy plaża była zaskakująco spokojna.

Jeden z ratowników wspomniał, że w weekendy robi się tu tłoczno – i wtedy jeszcze bardziej doceniłam ten cichy, prawie pusty krajobraz.

Latem fale są łagodne, idealne do pływania i spokojnego unoszenia się na wodzie.

Zimą wszystko się zmienia – pojawiają się większe fale i Hapuna przyciąga surferów szukających mocniejszych wrażeń.

Zostałam aż do zachodu słońca.

Światło zrobiło się miękkie, ciepłe, złote – a wszystko wokół na chwilę zwolniło.

I miałam to uczucie, które pojawia się tylko czasem: że jesteś dokładnie tam, gdzie powinnaś być.

Plaża Hapuna na wyspie Hawai'i
Plaża Hapuna

Przydatne informacje

  • Wejście kosztuje 5 dolarów, a parking dodatkowe 10 dolarów.
  • Warto też pamiętać, że plaża jest zamykana punktualnie o 19:30 – nawet jeśli właśnie siedzisz w ciszy i nie do końca masz ochotę wracać do rzeczywistości.

5. Puna

Region Puna był dla mnie jednym z największych zaskoczeń na całej wyspie.

To mniej turystyczna część południowo-wschodniego wybrzeża – dzika, surowa, trochę nieoczywista.

Jest w niej coś nieuchwytnego.

Coś, co sprawia, że czujesz się trochę jak w innym świecie – jakbyś na chwilę trafiła do bardziej artystycznej, mniej uporządkowanej wersji Hawajów.

Przejazd Highway 137, znaną jako Red Road, to doświadczenie samo w sobie.

Droga wije się wśród zieleni, momentami bardzo wąska, z nierównościami, które wymagają uważności.

Ale trudno skupić się tylko na prowadzeniu, kiedy wokół wszystko wygląda jak scena z filmu.

Drzewa tworzą naturalne tunele, gałęzie splatają się nad głową, a światło przeciska się przez liście miękkimi smugami.

Zatrzymywałam się częściej, niż planowałam.

Nie dlatego, że trzeba było – tylko dlatego, że chciałam zapamiętać ten moment trochę dłużej.

Jednym z najmocniejszych punktów była dla mnie plaża Isaac Hale.

To właśnie tutaj lawa z erupcji w 2018 roku zatrzymała się tuż przed linią zabudowy.

Stoisz i patrzysz na ten krajobraz – i trudno nie pomyśleć o tym, jak cienka bywa granica między tym, co trwałe, a tym, co może zniknąć w jednej chwili.

Puna na wyspie Hawai'i
Puna

Spacer po świeżej skale wulkanicznej – miejscu, którego jeszcze kilka lat temu w ogóle tu nie było – z widokiem na plażę, która jakimś cudem przetrwała…

To jeden z tych momentów, kiedy naprawdę czujesz, jak kruche potrafi być wszystko wokół.

Zaufałam wskazówce od lokalnego sprzedawcy kokosów i ruszyłam wąskim, dżunglowym szlakiem w stronę ciepłego basenu Pohoiki.

Zanurzenie się w naturalnym, gorącym źródle – wśród pary, zieleni i dźwięków dżungli – było czystym spokojem.

Do momentu, gdy gdzieś w zaroślach coś się poruszyło.

Chwilę później przez ścieżkę przebiegło stado dzikich świń, zostawiając mnie z sercem bijącym zdecydowanie szybciej niż wcześniej.

Warto też zajrzeć do Lava Tree State Park.

To jedno z tych miejsc, które trudno wytłumaczyć – drzewa, które kiedyś tu rosły, zostały „odlane” w lawie. Zniknęły, ale ich kształty zostały.

Wygląda to jak naturalna galeria rzeźb, stworzona przez samą Ziemię.

Na koniec zatrzymałam się przy drewnianym kościele Star of the Sea.

W 2018 roku lawa zatrzymała się tuż obok.

Kościół przetrwał. I stoi tam do dziś – cichy, prosty, trochę jak symbol tego miejsca.

Puna na wyspie Hawai'i
Puna

6. Zatoka Anaehoʻomalu (A-Bay)

Zatoka Anaehoʻomalu, nazywana po prostu A-Bay, szybko stała się moim miejscem na spokojniejsze dni.

To jedno z tych miejsc, gdzie wszystko jest łatwiejsze – dostęp, przestrzeń, rytm dnia.

Położona w rejonie Kohala, łączy piękne widoki z poczuciem luzu, które nie wymaga żadnego wysiłku.

Woda jest tu wyjątkowo spokojna.

Można po prostu wejść, położyć się na powierzchni i przez chwilę nic nie robić – bez fal, bez napięcia, bez pośpiechu.

Łagodne zejście do oceanu sprawia, że to idealne miejsce na długie, powolne kąpiele.

Ale tym, co najbardziej mnie zatrzymało, były starożytne hawajskie stawy rybne rozsiane wokół zatoki.

Proste w formie, a jednocześnie niesamowicie przemyślane.

Dowiedziałam się, że były kiedyś częścią systemu tworzonego dla hawajskiej rodziny królewskiej.

I nagle to miejsce zaczyna się czuć inaczej.

Jakbyś siedziała w ogrodzie, który istnieje tu od bardzo dawna – i który wciąż działa w swoim własnym rytmie.

Zatoka Anaeho'omalu na wyspie Hawai'i
Zatoka Anaeho’omalu

O zachodzie słońca to miejsce zmienia się całkowicie.

Palmy odbijają się w spokojnej wodzie, a niebo przechodzi przez odcienie różu, pomarańczu i złota.

To jeden z tych momentów, które trudno uchwycić – a jednak za każdym razem próbowałam, sięgając po aparat trochę zbyt szybko, jakby to mogło zatrzymać tę chwilę na dłużej.

Pewnego popołudnia ruszyłam wzdłuż przybrzeżnego szlaku i zupełnie przypadkiem trafiłam na małe, ukryte baseny pływowe.

Woda była spokojna, a między stopami przemykały drobne rybki.

I nagle zauważyłam, że te „skały” obok… oddychają.

To były śpiące żółwie morskie.

Jednego wieczoru pozwoliłam sobie też na mały luksus – kolację w Lava Lava Beach Club, tuż przy plaży.

Ceny były typowo turystyczne, ale siedzenie z drinkiem w dłoni, stopami w piasku i zachodem słońca przed sobą…

To jeden z tych momentów, które po prostu zostają.

Zatoka Anaeho'omalu na wyspie Hawai'i
Zatoka Anaeho’omalu

7. Hawajski Tropikalny Ogród Botaniczny

Prawie zrezygnowałam z wizyty w Hawajskim Tropikalnym Ogrodzie Botanicznym.

Wydawało mi się, że to będzie po prostu… ładny ogród.

Nic więcej.

A jednak okazał się jednym z największych zaskoczeń całej podróży.

Położony niedaleko zatoki Onomea, sprawia wrażenie miejsca, do którego trafiasz trochę przypadkiem – i zostajesz dłużej, niż planowałaś.

Już przy wejściu poczułam, jakby coś się zmieniło.

Jakby powietrze było cięższe, bardziej wilgotne, pełne zapachów i dźwięków.

Ścieżki prowadzą przez gęstą, intensywną zieleń – rośliny mają tu rozmiary i kolory, które trudno porównać z czymkolwiek znanym.

Kwiaty większe niż dłoń. Liście, które przypominają małe dachy.

A wszystko to tworzy przestrzeń, która bardziej przypomina dżunglę niż ogród.

Powietrze jest gęste od zapachów – słodkich, kwiatowych, czasem prawie przytłaczających.

I łapiesz się na tym, że zaczynasz oddychać wolniej. Głębiej. Jakby ciało samo próbowało nadążyć za tym miejscem.

Hawajski Tropikalny Ogród Botaniczny
Hawajski Tropikalny Ogród Botaniczny

Dowiedziałam się, że ogród został stworzony przez małżeństwo Lutkenhouse’ów, którzy przez lata wycinali ścieżki w gęstej dżungli, krok po kroku tworząc to miejsce.

I czuć to do dziś.

To nie jest przestrzeń zaprojektowana „od linijki” – raczej taka, która powstała z uważności i czasu.

Kiedyś znajdowała się tu stara wioska rybacka, a mieszkańcy uprawiali własną żywność.

W niektórych częściach ogrodu naprawdę można poczuć zapach dojrzałych owoców – jakby to miejsce wciąż pamiętało swoją przeszłość.

Największym zaskoczeniem był dla mnie wodospad Onomea.

Idziesz ścieżką, skręcasz za zakręt… i nagle słyszysz wodę.

A chwilę później widzisz, jak spływa przez gęstą zieleń, zupełnie jakby pojawił się tam bez zapowiedzi.

Spędziłam w ogrodzie prawie dwie godziny, ale bez problemu mogłabym zostać dłużej.

To jedno z tych miejsc, które nie kończy się wraz z mapą – tylko wtedy, gdy Ty zdecydujesz, że czas wracać.

Hawajski Tropikalny Ogród Botaniczny
Hawajski Tropikalny Ogród Botaniczny

Przydatne informacje

  • Wstęp kosztuje 35 dolarów – i choć na początku może wydawać się wysoki, po wejściu do środka szybko przestaje mieć znaczenie.
  • Ogród jest otwarty codziennie od 9:00 do 17:00, ale ostatnie wejście możliwe jest do 16:00.

8. Czarna Plaża Punalu’u

Plaża Punaluʻu to jedno z tych miejsc, które zatrzymują Cię na chwilę.

Czarny, wulkaniczny piasek kontrastuje tu z turkusową wodą i zielenią palm – wszystko wydaje się bardziej intensywne, jakby kolory były trochę głębsze niż gdziekolwiek indziej.

Położona na południowym wybrzeżu wyspy, ma w sobie coś bardzo charakterystycznego.

Nie tylko wygląda inaczej – czuje się inaczej.

Zaczęłam się zastanawiać, jak powstało to miejsce.

I kiedy uświadamiasz sobie, że to efekt spotkania ognia z wodą – gorącej lawy wpadającej do oceanu, która rozpada się na tysiące drobnych, czarnych fragmentów – wszystko zaczyna mieć sens.

To nie jest zwykła plaża. To zapis procesu, który wciąż gdzieś trwa.

Na wielu innych wyspach takie miejsca zniknęły z czasem, zmyte przez fale.

Tutaj Punaluʻu nadal istnieje – surowa, spokojna i zupełnie niepodrabialna.

Plaża Punalu'u na wyspie Hawai'i
Plaża Punalu’u

Ale trudno nie zwrócić uwagi na żółwie.

Kilka dużych żółwi morskich spokojnie żerowało przy brzegu, a inne po prostu odpoczywały na czarnym piasku, jakby to było najzupełniej normalne.

Zachowałam zalecaną odległość (około 3 metrów), ale w środku… trudno było zachować spokój.

Widzieć dzikie żółwie tak blisko, w ich naturalnym rytmie – to jeden z tych momentów, które zostają na długo.

Udało mi się zrobić kilka zdjęć, które wyglądają lepiej, niż bym się po sobie spodziewała.

Ale prawda jest taka, że to miejsce robi większość pracy za Ciebie.

Sam piasek też zaskakuje.

Jest bardziej chropowaty niż zwykły piasek i bardzo szybko się nagrzewa.

Przekonałam się o tym od razu – wykonując coś pomiędzy szybkim spacerem a spontanicznym „tańcem”, który wyraźnie rozbawił osoby siedzące obok.

Na szczęście na miejscu są stoły piknikowe i niewielki punkt z przekąskami, więc można tu spokojnie zostać na dłużej.

I po prostu patrzeć. Bez pośpiechu.

Plaża Punalu'u na wyspie Hawai'i
Plaża Punalu’u

9. Plaża Manini’owali (Kua Bay)

Plaża Maniniʻowali, znana lokalnie jako Kua Bay, to jedno z tych miejsc, które wyglądają jak z pocztówki – i trochę trudno uwierzyć, że naprawdę istnieją.

Położona na północ od Kailua-Kona, jest trochę ukryta – trzeba przejść kawałek po skałach, żeby do niej dotrzeć.

I może właśnie dlatego nie ma tu aż takich tłumów.

Piasek jest niemal oślepiająco biały, a woda ma intensywny, turkusowy kolor, który wygląda niemal nierealnie.

Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, po prostu się zatrzymałam.

Są tu dwie zatoczki, między którymi można się przemieszczać – raz do wody, raz na ręcznik, w rytmie, który narzuca samo miejsce.

Dotarłam tam wcześnie, około 8:30, i to był dobry wybór.

Z każdą godziną robi się tu coraz więcej osób, szczególnie w okolicach południa.

Warto też pamiętać, że plaża nie ma żadnych udogodnień.

Nie ma wody, jedzenia ani cienia.

Najlepiej przygotować się tak, jak na cały dzień – zabrać wszystko, czego możesz potrzebować, i nie liczyć na to, że coś znajdziesz na miejscu.

Jeśli możesz, wybierz dzień powszedni albo przyjedź wcześnie rano.

To jedno z tych miejsc, które najlepiej smakują, kiedy jest w nich trochę więcej przestrzeni.

10. Narodowy Park Historyczny Pu’uhonua o Hōnaunau

Puʻuhonua o Hōnaunau to miejsce, które zatrzymuje – nie widokiem, ale historią.

Położone na południe od Kailua-Kona, było kiedyś miejscem schronienia dla tych, którzy złamali kapu – święte prawa obowiązujące w dawnych Hawajach.

I to nie była metafora.

Jeśli ktoś złamał zasady, jedyną szansą na ocalenie było dotarcie właśnie tutaj.

Wyobrażasz sobie ten moment.

Bieg przez trudny teren, świadomość, że wszystko zależy od tego, czy zdążysz.

A potem – cisza.

Bo przekroczenie granicy tego miejsca oznaczało bezpieczeństwo.

Również pokonani wojownicy znajdowali tu schronienie, co nadaje temu miejscu jeszcze głębszy wymiar.

To nie jest tylko historyczna przestrzeń.

To miejsce, które niesie w sobie emocje – i zostawia je z Tobą na dłużej.

Pu'uhonua o Hōnaunau
Pu’uhonua o Hōnaunau

Szesnastowieczny Wielki Mur, wznoszący się na ponad 3 metry wysokości, zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Trudno nie zastanawiać się, jak powstał – bez współczesnych narzędzi, w zupełnie innych warunkach.

Spędziłam sporo czasu, spacerując między platformami świątynnymi, tradycyjnymi domami krytymi strzechą i drewnianymi kiʻi – rzeźbionymi wizerunkami bogów, które mają w sobie coś intensywnego, niemal hipnotyzującego.

To miejsce ma swoją obecność. Nie tylko wygląda – ale też się czuje.

Otoczenie jest równie poruszające.

Wysokie palmy, spokojne królewskie stawy rybne, które odbijają niebo, i zatoka, w której można dostrzec żółwie sunące przez przejrzystą wodę.

Odwiedziłam to miejsce późnym popołudniem.

Światło było miękkie, złote – i sprawiało, że wszystko wokół wyglądało, jakby na chwilę zwolniło.

Pu'uhonua o Hōnaunau
Pu’uhonua o Hōnaunau

Koszty i godziny otwarcia

  • Wjazd samochodem kosztuje 20 dolarów.
  • Park jest otwarty codziennie od 8:15 do zachodu słońca, a spokojne zwiedzenie całości zajmuje około godziny.

11. Wodospad Akaka

Po kilku dniach spędzonych po słonecznej stronie Kona, wejście w bujną zieleń wokół wodospadu Akaka było jak zmiana świata.

Nagle robi się wilgotniej, ciszej, bardziej zielono.

Położony niedaleko Hilo, na wschodnim, deszczowym wybrzeżu, wodospad Akaka spada z wysokości 135 metrów w głąb głębokiego, zielonego wąwozu.

Widok jest niemal filmowy – jak scena z miejsca, które istnieje gdzieś poza codziennością.

Dowiedziałam się, że nazwa „Akaka” nawiązuje do hawajskiego wodza, a samo słowo oznacza „ryczący”.

I rzeczywiście – dźwięk spadającej wody słychać jeszcze zanim ją zobaczysz.

Szlak prowadzący do wodospadu to krótka, około 700-metrowa pętla.

Jest utwardzony i łatwy – przejście zajmuje mniej więcej 20 minut, więc to jedno z tych miejsc, które nie wymagają wysiłku, a zostają w pamięci.

Wodospad Akaka na wyspie Hawai'i
Wodospad Akaka

Po drodze, między liśćmi, co chwilę pojawiał się widok na wodospad Kahūnā.

Potężna kaskada, która w innym miejscu byłaby główną atrakcją – a tutaj po prostu towarzyszy Ci gdzieś w tle.

Trafiłam tam tuż po porannym deszczu.

Woda spadała z pełną siłą, powietrze było ciężkie od wilgoci, a nad wąwozem unosiła się delikatna mgiełka.

Kiedy słońce zaczęło przebijać się przez chmury, pojawiły się tęcze – na chwilę, potem znikały, by zaraz wrócić w innym miejscu.

W pewnym momencie przestałam się ruszać.

Stałam tylko i patrzyłam, jak wszystko się dzieje – ten niekończący się ruch wody.

Z czasem byłam już cała wilgotna od unoszącej się w powietrzu mgły. I zupełnie mi to nie przeszkadzało.

Wodospad Akaka na wyspie Hawai'i
Wodospad Akaka

Przydatne informacje

  • Wstęp kosztuje 5 dolarów za osobę, a parking dodatkowe 10 dolarów.
  • Park jest otwarty codziennie od 8:30 do 17:00.

12. Plaża Mahai’ula

Droga na plażę Mahaiʻula to część doświadczenia.

Nieutwardzona trasa przez zastygłe pola lawy potrafi solidnie wytrząść – momentami miałam wrażenie, że każdy kamień daje o sobie znać.

Ale właśnie to sprawia, że czujesz, jak bardzo oddalasz się od wszystkiego.

Po zaparkowaniu ruszyłam wąską, ledwo widoczną ścieżką.

Krajobraz przypominał coś pomiędzy pustynią a powierzchnią księżyca – czarna, wulkaniczna skała ciągnąca się aż po horyzont.

I wtedy nagle wszystko się zmienia.

Pojawia się jasny, miękki piasek – półksiężyc plaży otoczony wysokimi palmami, które poruszają się powoli na wietrze.

To jedno z tych miejsc, które wydają się trochę nierealne. Jakby pojawiły się tam tylko na chwilę.

Plaża Mahai'ula na wyspie Hawai'i
Plaża Mahai’ula

Miałam tam jeden z tych rzadkich momentów, kiedy plaża wydaje się niemal pusta.

Dzieliłam ją tylko z kilkoma dzikimi kozami, które wyglądały, jakby były tu od zawsze – spokojne, niewzruszone, zupełnie nieprzejmujące się moją obecnością.

Spacerowały obok mnie z taką pewnością, jakby to one były gospodarzami tego miejsca.

Wzdłuż brzegu rosły drzewa, które tworzyły naturalne miejsca cienia – idealne, kiedy słońce zaczynało być zbyt intensywne.

Rozłożyłam się z książką i co jakiś czas podnosiłam wzrok, żeby upewnić się, że to wszystko naprawdę istnieje.

Że ten krajobraz nie jest tylko chwilowym wrażeniem.

Zostałam aż do zachodu słońca.

Światło zrobiło się ciepłe, miękkie, a cała przestrzeń zaczęła wyglądać inaczej – jakby na chwilę oderwana od rzeczywistości.

I miałam to poczucie, że jestem dokładnie tam, gdzie chcę być.

W miejscu, do którego nie prowadzi żadna prosta droga – ale które zostaje z Tobą na długo.

Plaża Mahai'ula na wyspie Hawai'i
Plaża Mahai’ula

Dobra rada

  • Na miejscu nie ma żadnych udogodnień – brak toalet, brak wody, brak punktów z jedzeniem.
  • Najlepiej przygotować się tak, jak na cały dzień poza cywilizacją – zabrać wodę, coś do jedzenia i wszystko, czego możesz potrzebować.

13. Hilo

Po dniach spędzonych na słonecznym wybrzeżu Kona, deszcz w Hilo okazał się zaskakująco przyjemny.

Chłodniejszy, miękki, trochę oczyszczający.

Poranne wizyty na targu szybko stały się moim małym rytuałem.

Próbowałam owoców, których nazw nie potrafiłam wymówić – i smaków, które zupełnie zmieniały moje wyobrażenie o tym, czym może być „zwykły owoc”.

Apple bananas i lilikoi (marakuja) smakowały zupełnie inaczej niż wszystko, co znałam wcześniej.

Do dziś trudno mi wrócić do tych z kontynentu.

Pamiętam rozmowę ze starszym sprzedawcą, który co chwilę podsuwał mi kolejne kawałki do spróbowania.

Opowiadał przy tym o swoim życiu na wyspie – spokojnie, bez pośpiechu.

Było w tym coś, co sprawiało, że nie chciałam kończyć tej rozmowy.

Banyan Drive stała się moim ulubionym miejscem na spacery.

Ogromne drzewa, z których zwisają powietrzne korzenie, tworzą krajobraz trochę nierealny – jakbyś była w miejscu, które nie do końca należy do codzienności.

Zaskoczyło mnie, że wiele z tych drzew zostało posadzonych przez znane postacie.

Przechodziłam obok tych, które sadzili Amelia Earhart i Babe Ruth – i pojawiło się to dziwne uczucie połączenia.

Z ludźmi, którzy już dawno odeszli, ale zostawili po sobie coś, co nadal rośnie.

Targ w Hilo, Wyspa Hawai'i
Targ w Hilo

Muzeum Tsunami na Pacyfiku poruszyło mnie bardziej, niż się spodziewałam.

Historie fal, które wielokrotnie uderzały w to miasto, zostawiają po sobie coś więcej niż wiedzę – zostaje ciężar, który trudno od razu nazwać.

Spacerując później po centrum, zaczęłam dostrzegać ślady poziomu wody na budynkach.

Wciąż widoczne, mimo upływu lat.

To jeden z tych momentów, kiedy rzeczywistość przestaje być tylko „ładnym miejscem na mapie”.

Ogrody Liliʻuokalani były dla mnie schronieniem podczas jednej z intensywniejszych ulew.

Ukryłam się pod japońską pagodą i przez chwilę tylko patrzyłam, jak deszcz rozchodzi się po tafli stawów, tworząc delikatne kręgi wokół koi.

Było w tym coś bardzo spokojnego.

Kiedy chmury w końcu się rozstąpiły, nad zatoką Hilo pojawiła się tęcza.

Intensywna, niemal nierealna – jakby kolory były na chwilę mocniejsze niż zwykle.

Banyan Drive, Hilo, Wyspa Hawai'i
Banyan Drive

Przydatne informacje

  • Muzeum Tsunami kosztuje 5-15 dolarów i jest otwarte 10:00-16:00.
  • Muzeum Lymana (warte odwiedzenia, by zagłębić się w hawajską historię) kosztuje 2-7 dolarów i jest otwarte w dni powszednie 10:00-16:30.
  • Natomiast targ rolniczy w Hilo odbywa się codziennie 7:00-15:00.

14. Wodospad Rainbow

Zaledwie kilka minut od centrum Hilo, Rainbow Falls oferuje dokładnie to, co obiecuje jego nazwa.

Tęcze. Ale też coś więcej.

Ten 24-metrowy wodospad spada do naturalnej jaskini w lawie, a unosząca się mgiełka tworzy idealne warunki, by światło zaczęło „rysować” kolory w powietrzu.

Najlepiej przyjechać tu rano.

Ja dotarłam około 10:00, po wskazówce od miejscowego – i to był idealny moment.

Tęcze pojawiały się i znikały, zależnie od kąta słońca.

Na chwilę, potem znowu – trochę dalej, trochę inaczej.

Według hawajskich legend jaskinia pod wodospadem była domem Hiny, matki półboga Maui.

I stojąc tam, z chłodną mgłą na twarzy i światłem zmieniającym się co kilka sekund, naprawdę można zrozumieć, dlaczego to miejsce ma w sobie coś więcej.

Po chwili przy głównym punkcie widokowym odkryłam schody prowadzące na górę.

Perspektywa zmienia się całkowicie.

Patrzysz w dół i widzisz moment, w którym rzeka nagle znika – spadając w przestrzeń.

Cała wizyta zajmuje około 30 minut, ale zostaje na dłużej.

I co ważne – to jedno z tych miejsc, które są całkowicie darmowe. Proste, dostępne i naprawdę piękne.

Wodospad Rainbow na wyspie Hawai'i
Wodospad Rainbow

15. Laupahoehoe Point

Moje ostatnie odkrycie na wyspie Hawaiʻi połączyło w sobie niezwykłe piękno natury z głęboką, historyczną perspektywą.

Laupāhoehoe Point, na północno-wschodnim wybrzeżu, pokazuje naturę w dwóch odsłonach – zachwycającej i jednocześnie surowej.

Fale uderzają tu o postrzępione, lawowe wybrzeże z ogromną siłą.

To widok, który przyciąga – i jednocześnie budzi respekt.

Znalazłam sobie miejsce na skale i przez dłuższą chwilę po prostu patrzyłam.

Na ten niekończący się ruch. Na spotkanie oceanu z lądem.

I na to, jak mała się przy tym wszystkim czuję.

Laupahoehoe Point na wyspie Hawai'i
Laupahoehoe Point

Spokojny park z falującą zieloną trawą wydaje się być w kontraście do gwałtownego wybrzeża.

Ale rozrzucone po całym terenie tablice pamiątkowe opowiadają prawdziwą historię tego miejsca.

W 1946 roku tsunami pochłonęło tutaj 24 ofiary – głównie dzieci i ich nauczycieli.

Czytanie ich imion i wieku, stojąc w miejscu, które dziś wygląda tak spokojnie, było poruszające w sposób, którego trudno się spodziewać.

Spędziłam tam około godziny.

Siedząc w ciszy, patrząc na fale i myśląc o tym, jak ta wyspa powstała – i jak bardzo potrafi być jednocześnie piękna i nieprzewidywalna.

To było dobre zakończenie tej podróży.

Ciche przypomnienie o sile natury, której nie da się do końca oswoić.

Laupahoehoe Point na wyspie Hawai'i
Laupahoehoe Point

Podróżuj lżej, zanim wyruszysz.

Jeśli planowanie podróży bywa bardziej męczące niż ekscytujące,
zacznij od czegoś prostego.

Pobierz Plan Minimum - Podróż bez pośpiechu:

krótki, darmowy przewodnik, który pomaga odciążyć plan i zostawić więcej przestrzeni na drogę.

Big Island – dlaczego to miejsce zostaje z Tobą na długo

Big Island zmieniła mój sposób patrzenia na podróżowanie.

Bo gdzie indziej możesz jednego dnia stać na aktywnym wulkanie, następnego pływać z żółwiami na czarnej plaży, a wieczorem patrzeć w jedno z najbardziej rozgwieżdżonych nieb, jakie kiedykolwiek widziałaś?

Ta wyspa ma w sobie coś wyjątkowego.

Surową, nieokiełznaną energię, która przypomina, jak potężna potrafi być natura.

A jednocześnie daje te spokojne, ciche momenty – zachody słońca nad zatokami, zapach plumerii unoszący się w ciepłym powietrzu, rytm fal, który uspokaja bardziej niż cokolwiek innego.

Przez te dwa tygodnie zrozumiałam, że najlepsze podróże to nie te, podczas których widzisz najwięcej.

Tylko te, które coś w Tobie zmieniają.

I Big Island właśnie taka była.

Mam nadzieję, że ten przewodnik pomoże Ci odnaleźć Twoje własne momenty na tej wyspie.

Te, które zapierają dech. Te, które wywołują uśmiech bez powodu.

I te ciche chwile, kiedy po prostu stoisz i czujesz, że jesteś dokładnie tam, gdzie powinnaś być.

Co zobaczyć na Big Island? 15 miejsc, które skradną Twoje serce
Co zobaczyć na Big Island? 15 miejsc, które skradną Twoje serce

A Ty? Które miejsce na Big Island najbardziej Cię zaciekawiło? Napisz do mnie – naprawdę lubię czytać Wasze plany i marzenia podróżnicze.

Zapisz tego pina na później i podziel się artykułem ze znajomymi, którzy marzą o Hawajach!

Zapisz pina

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *