Przejdź do treści

Kiedy ktoś mówi, że Twój projekt nie ma sensu

kiedy-ktos-mowi-ze-twoj-projekt-nie-ma-sensu

Mój mąż powiedział mi ostatnio, że być może powinnam skasować swój podcast.

Albo przynajmniej całkowicie zmienić sposób, w jaki go robię.

Spojrzał na statystyki na YouTubie. Zobaczył, że wiele osób wyłącza odcinek po kilkudziesięciu sekundach. I powiedział coś w stylu:

„Po co wkładasz w to tyle pracy, skoro ludzie i tak nie słuchają?”.

A potem zaczął podsuwać rozwiązania.

Powinnam pokazywać twarz. Nagrywać więcej ujęć. Robić odcinki bardziej dynamiczne. Mocniej montować. Szybciej przechodzić do konkretów. Dodać więcej ruchu, zmian i powodów, żeby ktoś nie przewinął albo nie wyłączył filmu.

I wiecie co?

Z punktu widzenia YouTube’a prawdopodobnie miał rację.

Tylko że moja pierwsza myśl wcale nie brzmiała: „Dobrze, zmienię format”.

Pomyślałam:

„Ale ja nie chcę”.

Nie chcę się stroić do każdego odcinka. Nie chcę ustawiać kamery. Nie chcę zastanawiać się, czy dobrze wyglądam. Nie chcę zamieniać każdej spokojnej myśli w dynamiczny występ.

Bo właśnie mówienie było częścią tego podcastu, którą najbardziej polubiłam.

Mogłam usiąść, kiedy miałam coś do powiedzenia. Nie musiałam wyglądać idealnie. Nie musiałam odgrywać bardziej energicznej wersji siebie. Mogłam po prostu mówić.

I nagle zaczęłam się zastanawiać: czy jeśli coś daje mi radość, ale nie osiąga od razu dobrych wyników, nadal warto to robić?

Czy wszystko, co tworzymy, musi natychmiast rosnąć?

Czy jeśli ludzie wyłączają podcast po trzydziestu sekundach, oznacza to, że to, co mówię, nikogo nie obchodzi?

A może po prostu próbuję ocenić coś zbyt wcześnie?

Wolisz słuchać niż czytać?

Ten temat poruszam też w odcinku podcastu Runaway Ann: „Mąż powiedział, żebym skasowała ten podcast. Czy miał rację?”.

Kiedy zaczęłam nagrywać, nie miałam wielkiej strategii

Kiedy zaczynałam nagrywać ten podcast, nie miałam pięcioletniego planu.

Nie analizowałam dokładnie, jaka długość odcinka będzie najlepsza dla algorytmu. Nie myślałam nawet zbyt wiele o tym, czy powinnam publikować go na YouTubie, Spotify czy wszędzie jednocześnie.

Chciałam mówić o czymś, co od dawna chodziło mi po głowie.

O podróżowaniu, które przestało być dla mnie wyścigiem.

O tym, dlaczego wracamy zmęczone z wakacji. Dlaczego boimy się wybrać zły kierunek. Dlaczego siedzimy w pięknym miejscu, ale myślami jesteśmy już w pięciu następnych. Dlaczego czasem idealna podróż zostawia nas rozczarowane.

I dlaczego tęsknimy nie tylko za miejscem, ale też za wersją siebie, którą byłyśmy podczas wyjazdu.

To były pytania, na które sama szukałam odpowiedzi.

Podcast dawał mi przestrzeń, żeby się nad nimi zatrzymać.

Nie zmieścić ich w krótkim poście. Nie zamienić w listę pięciu sposobów na lepszy urlop. Tylko naprawdę pomyśleć.

I na początku to wystarczało.

A potem pojawiły się statystyki.

Kiedy każda pauza staje się problemem

Wyświetlenia. Średni czas oglądania. Retencja. Wykres pokazujący dokładnie, w której sekundzie ludzie zaczynają wychodzić.

Nagle każda spokojna pauza przestała być pauzą.

Stała się potencjalnym powodem utraty widza.

Każde dłuższe wprowadzenie mogło być błędem. Każda refleksja musiała szybciej prowadzić do konkretu. Każdy odcinek zaczynał wyglądać jak test.

Czy tytuł jest wystarczająco klikalny?

Czy miniatura zatrzyma wzrok?

Czy hook jest mocny?

Czy ludzie dotrwają do pierwszej minuty?

I zaczęłam robić z podcastem dokładnie to, o czym opowiadam w odcinkach o podróżowaniu.

Zaczęłam go optymalizować, zanim zdążyłam naprawdę sprawdzić, czym dla mnie jest.

Nowa bucket lista, tylko że dla podcastu

W jednym z pierwszych odcinków mówiłam o tym, dlaczego porzuciłam bucket listy.

Bo przestałam chcieć traktować podróż jak listę rzeczy do wykonania.

Tylko że bardzo szybko stworzyłam sobie nową bucket listę.

Tym razem dla podcastu.

Więcej wyświetleń.

Więcej subskrypcji.

Lepsza retencja.

Regularne publikowanie.

Coraz lepszy wynik każdego kolejnego odcinka.

Zamiast pytać: „Czy ten odcinek mówi coś ważnego?”, zaczęłam pytać:

„Czy ten odcinek jest wystarczająco skuteczny?”.

I to pytanie bardzo szybko potrafi odebrać radość z tworzenia.

Bo wtedy każda rzecz, która miała być przestrzenią, staje się kolejnym projektem do poprawienia.

Czy każdy podcast musi być występem?

W odcinku o FOMO mówiłam o tym, że możemy siedzieć w raju i jednocześnie myśleć o wszystkich miejscach, w których nas nie ma.

I tutaj znowu robiłam dokładnie to samo.

Nagrywałam podcast w formie, która sprawiała mi przyjemność, ale patrzyłam na twórców, którzy nagrywają inaczej.

Pokazują twarz. Mają studio. Dynamiczne ujęcia. Kilka kamer. Idealne światło. Krótkie fragmenty wycinane później na TikToka i Instagram.

I zaczynałam myśleć:

Może ja też powinnam.

Może samo mówienie już nie wystarcza.

Może dzisiaj każdy podcast powinien być wideo.

Może nikt nie chce już tylko słuchać.

Może robię to źle.

Tylko że ta „lepsza” wersja podcastu zaczynała przypominać coś, czego wcale nie chciałam tworzyć.

Nie chodzi o to, że nie chcę się rozwijać.

Chodzi o to, że nie każda skuteczniejsza forma jest zgodna z osobą, która ma ją tworzyć.

Dane mogą pomagać, ale nie powinny być wyrokiem

Mój mąż nie powiedział tego wszystkiego po to, żeby zrobić mi przykrość.

On patrzy na to praktycznie.

Jeśli wkładasz w coś czas, chcesz, żeby przynosiło rezultaty. Jeśli wyniki są słabe, szukasz problemu. A potem próbujesz go naprawić.

To logiczne.

I szczerze mówiąc, wiele jego uwag ma sens.

Nie chcę udawać, że statystyki są zupełnie nieważne.

Jeśli niemal każdy wyłącza odcinek na samym początku, warto zastanowić się dlaczego.

Może zaczynam zbyt długo.

Może tytuł obiecuje coś innego niż początek odcinka.

Może osoba, która kliknęła, nie wie jeszcze, dlaczego powinna zostać.

Dane mogą być pomocne. Mogą pokazać coś, czego sama nie widzę.

Problem pojawia się wtedy, kiedy przestają być informacją, a zaczynają być wyrokiem.

Kiedy wykres nie mówi już: „możesz poprawić początek”.

Tylko: „to, co robisz, nie ma sensu”.

Kiedy kilka sekund niskiej retencji zaczyna znaczyć: „nikogo nie obchodzi to, co masz do powiedzenia”.

Kiedy liczba wyświetleń staje się odpowiedzią na pytanie, czy w ogóle powinnaś tworzyć.

I chyba właśnie w tym miejscu się znalazłam.

Nie zastanawiałam się już tylko, jak poprawić podcast.

Zaczęłam zastanawiać się, czy mam prawo go kontynuować, skoro nie rośnie wystarczająco szybko.

Jak łatwo zamienić radość w projekt do optymalizacji

Myślę, że żyjemy dziś w świecie, w którym bardzo trudno robić coś tylko dlatego, że chcemy to robić.

Gdy zaczynasz piec, szybko ktoś pyta: „Może powinnaś to sprzedawać?”.

Gdy robisz dobre zdjęcia: „Dlaczego nie założysz profilu i nie zbudujesz marki?”.

Gdy piszesz: „Może wydasz książkę?”.

Gdy nagrywasz podcast: „Ile masz słuchaczy?”.

Każde zainteresowanie można zamienić w projekt.

Każdą pasję w produkt.

Każdą myśl w treść.

A każdą treść w wynik, który można zmierzyć.

Nie mówię tego jako osoba stojąca całkowicie poza tym światem.

Prowadzę blog. Tworzę treści. Myślę o tytułach, SEO, kliknięciach i o tym, co zainteresuje odbiorców. Wiem, że jeśli chce się docierać do ludzi, nie można zupełnie ignorować sposobu, w jaki treść jest podana.

Ale gdzieś po drodze bardzo łatwo zapomnieć, dlaczego zaczęło się coś robić.

Podcast nie miał być kolejną wersją YouTube’a, w której muszę występować.

Miał być miejscem, w którym mogę mówić spokojnie.

Bez strojenia się. Bez przygotowywania scenografii. Bez udawania, że mam więcej energii, niż naprawdę mam.

Gdzie kończy się wizja, a zaczyna upór?

I tutaj pojawia się trudne pytanie.

Gdzie kończy się bronienie swojej wizji, a zaczyna zwykły upór?

Bo łatwo powiedzieć: „Robię to po swojemu i nie obchodzą mnie liczby”.

Ale jeśli publikuję coś dla innych ludzi, to chyba jednak chcę, żeby tego słuchali.

Gdyby chodziło wyłącznie o mnie, mogłabym nagrywać wiadomości głosowe i nigdy ich nie publikować.

Podcast jest rozmową.

Nawet jeśli mówię sama, po drugiej stronie potrzebny jest ktoś, kto chce zostać.

Nie chcę więc używać autentyczności jako wymówki, żeby niczego nie poprawiać.

Mogę nauczyć się robić lepsze początki.

Mogę mówić bardziej konkretnie.

Mogę skracać fragmenty, które powtarzają tę samą myśl.

Mogę wybierać lepsze tytuły.

Mogę zastanowić się, czy YouTube jest najlepszym miejscem dla podcastu w formie audio.

Ale czym innym jest poprawianie formy, a czym innym całkowita zmiana tego, co sprawiało, że chciałam tworzyć.

Nie chcę mówić: „Taka już jestem, niczego nie zmienię”.

Ale nie chcę też mówić: „Zrobię wszystko, czego wymaga algorytm, nawet jeśli przestanę lubić własny podcast”.

Być może prawdziwym zadaniem nie jest wybór między radością a rozwojem.

Tylko znalezienie granicy.

Co mogę poprawić bez utraty tego, co było dla mnie ważne?

Z czego mogę zrezygnować?

A czego nie chcę oddać, nawet jeśli oznacza to wolniejszy wzrost?

Slow creation, czyli tworzenie bez pośpiechu

W podróżowaniu nauczyłam się, że szybsza trasa nie zawsze jest lepsza.

Więcej miejsc nie zawsze oznacza lepszą podróż.

A najbardziej popularny kierunek nie zawsze jest tym, którego naprawdę potrzebuję.

Może z tworzeniem jest podobnie.

Najbardziej skuteczny format nie zawsze musi być najlepszym formatem dla osoby, która go tworzy.

To, że wideo rośnie szybciej niż audio, nie oznacza automatycznie, że muszę zamienić się w osobę, która chce występować przed kamerą.

To, że krótszy odcinek może mieć lepszą retencję, nie znaczy, że każda myśl musi zostać skrócona do pięciu minut.

To, że ktoś inny publikuje trzy razy w tygodniu, nie znaczy, że ja muszę.

Slow travel nigdy nie oznaczało dla mnie robienia wszystkiego jak najwolniej.

Oznaczało świadome wybieranie tempa.

Takiego, w którym nadal jesteśmy obecne.

Takiego, które nie odbiera sensu całemu doświadczeniu.

I zaczynam myśleć, że potrzebuję podobnej filozofii w tworzeniu.

Nie ignorowania wyników.

Nie udawania, że odbiorca nie ma znaczenia.

Ale też nie biegania za każdą zmianą tylko dlatego, że podobno tak działa internet.

Może slow creation – powolne tworzenie – polega na tym, że dajesz pomysłowi czas, żeby znaleźć swoją formę.

Nie oceniasz go po kilku tygodniach.

Nie zmieniasz wszystkiego po pierwszym słabym wyniku.

Nie mylisz wolnego wzrostu z całkowitym brakiem sensu.

Czy kilka osób wystarcza?

Kiedy patrzę na komentarze pod niektórymi odcinkami, widzę coś, czego nie pokazuje sam wykres.

Ktoś pisze, że dokładnie tego potrzebował.

Że po raz pierwszy usłyszał na głos coś, co od dawna czuł.

Że odcinek został z nim dłużej.

Tych osób nie ma tysięcy.

Czasem jest ich kilka.

I oczywiście pojawia się pytanie: czy kilka osób wystarcza?

Nie znam jeszcze odpowiedzi.

Gdyby prowadzenie podcastu wymagało ode mnie dziesiątek godzin tygodniowo, wielkich kosztów i rezygnacji z wszystkiego innego, być może kilka osób rzeczywiście nie wystarczyłoby, żeby go kontynuować w nieskończoność.

Ale to nie jest sytuacja, w której muszę dziś podjąć ostateczną decyzję.

Podcast istnieje dopiero od niedawna. Mam za sobą kilka odcinków. Nadal uczę się mówić. Nadal odkrywam, jakie tematy naprawdę są moje. Nadal sprawdzam, gdzie ludzie chcą go słuchać.

Może więc zamiast pytać:

„Czy to już odniosło sukces?”

powinnam zapytać:

„Czy na tym etapie nadal chcę to robić i czego mogę się nauczyć z tego, co widzę?”.

Odpowiedź brzmi:

Tak, nadal chcę.

I tak, mogę coś poprawić.

Te dwie rzeczy mogą istnieć jednocześnie.

Czasem najtrudniej pozwolić sobie być początkującą

Myślę, że bardzo często nie dajemy rzeczom czasu, bo boimy się wyglądać jak osoby, którym się nie udało.

Jeżeli próbuję przez rok i podcast nadal jest mały, co to o mnie mówi?

Czy zmarnowałam czas?

Czy byłam naiwna?

Czy powinnam wcześniej zorientować się, że nikogo to nie interesuje?

Łatwiej przerwać szybko.

Wtedy możemy powiedzieć, że to był eksperyment. Że po prostu zmieniłyśmy zdanie. Że miałyśmy inne priorytety.

Znacznie trudniej kontynuować coś małego i niepewnego.

Nie wiedząc, czy kiedyś urośnie.

Nie mając dowodu, że cały wysiłek się opłaci.

Ale przecież wiele rzeczy, które naprawdę mają dla nas znaczenie, zaczyna się właśnie w taki sposób.

Niepozornie.

Bez wielkiego aplauzu.

Bez potwierdzenia, że idziemy w dobrą stronę.

Czasem jedynym powodem, żeby kontynuować, jest to, że czujemy, że jeszcze nie powiedziałyśmy wszystkiego.

I ja właśnie tak się czuję.

Nie wiem, czy ten podcast stanie się duży.

Nie wiem, czy YouTube jest dla niego odpowiednim miejscem.

Nie wiem, czy za pół roku nadal będę publikować w dokładnie takiej samej formie.

Ale wiem, że mam jeszcze rzeczy, o których chcę mówić.

I nie chcę skasować czegoś, co zaczęło dawać mi radość, tylko dlatego, że algorytm nie zdążył tego zauważyć.

Czy mój mąż miał rację?

Trochę tak.

Podcast potrzebuje uwagi.

Nie wystarczy powiedzieć: „Ja lubię nagrywać”, jeśli nikt nie rozumie, dlaczego miałby słuchać.

Mogę lepiej komunikować temat.

Mogę szanować czas osoby po drugiej stronie.

Mogę uczyć się na podstawie danych.

Ale nie miał racji w jednym.

To, że coś nie działa jeszcze, nie oznacza, że należy to natychmiast skasować.

Czasem oznacza tylko, że trzeba dać temu czas.

Czasem trzeba zmienić kilka rzeczy, a nie wszystko.

Czasem trzeba pozwolić sobie być początkującą.

I chyba właśnie to jest dla mnie najtrudniejsze.

Prowadzę blog od lat. Jestem przyzwyczajona do tego, że wiem, co robię. A w podcaście znowu jestem na początku.

Nie mówię idealnie.

Nie zawsze buduję odcinek tak, jak powinnam.

Nie znam wszystkich zasad.

I być może część dyskomfortu nie wynika z tego, że podcast jest zły.

Tylko z tego, że dawno nie byłam w czymś nowa.

Podróżuj lżej, zanim wyruszysz.

Jeśli planowanie podróży bywa bardziej męczące niż ekscytujące,
zacznij od czegoś prostego.

Pobierz Plan Minimum - Podróż bez pośpiechu:

krótki, darmowy przewodnik, który pomaga odciążyć plan i zostawić więcej przestrzeni na drogę.

Nie kasuję. Ale będę słuchać uważniej

W poprzednich odcinkach wiele razy mówiłam o tym, że podróż nie musi wyglądać imponująco, żeby miała wartość.

Nie musi obejmować pięciu krajów. Nie musi dawać idealnych zdjęć. Nie musi być czymś, czym inni się zachwycą.

Powinna być zgodna z tym, czego naprawdę potrzebujemy.

I chyba przyszedł moment, żebym zastosowała tę samą zasadę do własnego podcastu.

Nie oznacza to, że będę ignorować wszystkie uwagi.

Nie oznacza, że każdy odcinek pozostanie dokładnie taki sam.

Chcę poprawiać początki.

Chcę nauczyć się mówić tak, żeby nie krążyć zbyt długo wokół jednej myśli.

Chcę sprawdzić, czy osoby, które wolą tylko słuchać, odnajdują ten podcast na Spotify.

Chcę testować.

Ale nie chcę, żeby słowo „poprawić” oznaczało: „zamień się w kogoś innego”.

Nie chcę, żeby rozwój oznaczał coraz większe oddalanie się od powodów, dla których zaczęłam.

I nie chcę, żeby wynik jednego filmu decydował o wartości całego pomysłu.

Może warto zostać trochę dłużej

Może slow travel nie dotyczy tylko tego, jak podróżujemy.

Może chodzi też o to, czy potrafimy dawać rzeczom czas.

Czy umiemy iść własnym tempem, nawet kiedy ktoś obok mówi, że powinnyśmy przyspieszyć.

Czy potrafimy poprawiać kierunek bez wyrzucania całej drogi.

I czy umiemy zauważyć wartość doświadczenia, zanim pojawi się spektakularny rezultat.

Nie wiem jeszcze, dokąd zaprowadzi mnie ten podcast.

Ale na razie nie chcę go kasować.

Chcę sprawdzić, co się stanie, jeśli potraktuję go tak, jak dzisiaj próbuję traktować podróże.

Bez potrzeby zobaczenia wszystkiego natychmiast.

Bez porównywania każdego kroku do drogi kogoś innego.

Bez przekonania, że wolniej oznacza gorzej.

I z wystarczającą ciekawością, żeby zostać trochę dłużej.

Na koniec chcę zostawić cię z pytaniem.

Czy jest w twoim życiu coś, co zaczęłaś robić z radości, ale szybko zamieniłaś w kolejny test własnej wartości?

Może hobby.

Projekt.

Nauka języka.

Ćwiczenia.

Pisanie.

Albo coś, co porzuciłaś, zanim miało szansę się rozwinąć, bo efekty nie przyszły wystarczająco szybko.

Nie twierdzę, że każdą rzecz trzeba kontynuować.

Czasem rezygnacja jest najlepszą decyzją.

Ale warto sprawdzić:

Czy naprawdę już tego nie chcę?

Czy tylko nie chcę czuć, że nie jestem w tym jeszcze wystarczająco dobra?

Ja na razie zostaję.

Będę dalej nagrywać.

Może trochę lepiej.

Może trochę inaczej.

Ale nadal po swojemu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *