Przejdź do treści

Co zjeść w Tajlandii? 10 dań, których warto spróbować

Przed moim miesięcznym pobytem w Tajlandii wydawało mi się, że całkiem dobrze znam tajską kuchnię. W końcu w Polsce nie brakuje lokali z pad thai i curry.

Na miejscu szybko przekonałam się jednak, jak wiele smaków miałam jeszcze do odkrycia.

Już pierwszego dnia w Bangkoku, kiedy poczułam zapach jedzenia z ulicznych straganów, wiedziałam, że próbowanie lokalnych potraw będzie ważną częścią tej podróży.

Jeśli zastanawiasz się, co zjeść w Tajlandii, warto wyjść poza dobrze znany pad thai. Choć na niego też zdecydowanie znajdzie się miejsce.

Od gwarnych targów w Bangkoku po szkołę gotowania w Chiang Mai – jedzenie towarzyszyło nam na każdym etapie wyjazdu.

Próbowaliśmy nowych dań, wracaliśmy do ulubionych knajpek i uczyliśmy się, jak odtworzyć te smaki po powrocie do Polski.

W tym wpisie zebrałam 10 tajskich potraw, których warto spróbować, wraz z miejscami, w których szczególnie mi smakowały.

Są tu aromatyczne zupy, curry, sałatka z papai i deser, na który zwykle znajdowało się miejsce nawet po dużym obiedzie.

1. Khao soi – zupa, do której wracałam w Chiang Mai

Jednym z moich ulubionych kulinarnych wspomnień z Chiang Mai jest khao soi u Mr. Kaia. Byłam zmęczona po podróży i miałam ochotę na coś sycącego. Ta miska zupy okazała się dokładnie tym, czego potrzebowałam.

Khao soi to specjalność północnej Tajlandii: aromatyczna zupa curry na mleku kokosowym, najczęściej podawana z kurczakiem lub wołowiną i makaronem.

Na wierzchu znajdziesz jeszcze porcję chrupiącego makaronu, który przyjemnie kontrastuje z kremowym bulionem.

Charakterystyczny złocisty kolor zupa zawdzięcza między innymi kurkumie. Smak jest intensywny, ale dodatki pozwalają dopasować go do własnych upodobań.

To właśnie one robią tu dużą różnicę:

  • Kiszona kapusta i szalotka przełamują kremowy smak bulionu.
  • Chrupiący makaron sprawia, że każda łyżka jest trochę inna.
  • Sok z limonki dodaje świeżości – warto wycisnąć choć odrobinę i porównać smak.

Do Mr. Kaia wróciłam jeszcze trzy razy podczas pobytu. Lubię odkrywać nowe miejsca, ale czasem po prostu chcę ponownie zjeść coś, co już bardzo mi smakowało. trzy razy w trakcie pobytu. Bo to było po prostu niebo w gębie!

Khao soi, Mr KAI Restaurant, Chiang Mai
Khao soi, Mr KAI Restaurant, Chiang Mai

2. Pad thai – znany klasyk, którego warto spróbować na miejscu

Przed wyjazdem pad thai nie budził we mnie szczególnego entuzjazmu. Znałam go z polskich restauracji i wydawał mi się dość przewidywalnym wyborem. Wizyta w Thip Samai w Bangkoku zmieniła moje zdanie.

Samo obserwowanie przygotowania dania było częścią przyjemności. Makaron ryżowy trafiał do rozgrzanego woka, a chwilę później dołączały do niego jajko, kiełki, pasta tamaryndowa i sos rybny. Wszystko działo się szybko, tuż przed podaniem.

W dobrym pad thai najbardziej lubię równowagę słodyczy, słoności i kwaśnego smaku tamaryndowca. Żaden z tych elementów nie powinien całkowicie przykrywać pozostałych.

Warto też spróbować dania przed dodaniem limonki i orzeszków, a potem porównać obie wersje. Te dodatki naprawdę zmieniają smak: limonka dodaje świeżości, a orzeszki przyjemnie chrupią.

Od tamtej pory pad thai kojarzy mi się z prostym, dobrze przygotowanym posiłkiem, do którego chętnie wracam.

Podczas kursu gotowania w Chiang Mai nauczyliśmy się również robić go samodzielnie – i to była jedna z umiejętności, które chciałam zabrać ze sobą do domu.

Pad thai, Thai Farm Cooking School, Chiang Mai

3. Phad krapow gai – kurczak z bazylią i sporą dawką chili

To danie przypomniało mi, jak duży wpływ na smak potrafi mieć jedno zioło. Bazylia używana do phad krapow gai ma wyraźny, korzenny aromat, inny niż bazylia, którą najczęściej dodajemy do pomidorów czy makaronu.

Jej zapach do dziś kojarzy mi się z Tajlandią. Szczególnie kiedy trafia na rozgrzaną patelnię razem z czosnkiem i chili.

Phad krapow gai to kurczak smażony z bazylią w intensywnym, pikantnym sosie. Szybko stał się jednym z dań, które wybierałam, kiedy miałam ochotę na konkretny, sycący posiłek bez długiego zastanawiania się nad menu.

Warto jednak uważać na ostrość. Papryczki chili potrafią dać o sobie znać już po pierwszym kęsie. Jeśli nie lubisz bardzo pikantnego jedzenia, przy zamawianiu poproś o łagodniejszą wersję.

Najbardziej smakowało mi z porcją ryżu i smażonym jajkiem z płynnym żółtkiem. Żółtko miesza się z sosem, a ryż dobrze uzupełnia całość.

Phad krapow gai
Phad krapow gai, Thai Farm Cooking School, Chiang Mai

4. Kaeng khiao waan – aromatyczne zielone curry

Zielone curry długo omijałam w menu. Obawiałam się, że będzie dla mnie zbyt ostre, a jego intensywny smak przyćmi wszystkie pozostałe składniki. Dopiero w Krua Apsorn w Bangkoku dałam mu szansę.

I dobrze, bo kaeng khiao waan okazało się znacznie bardziej złożone, niż się spodziewałam.

Ostrość jest tu wyraźna, ale towarzyszy jej delikatna słodycz mleka kokosowego. Tajskie bakłażany, liście limonki kaffir i bazylia dodają aromatu, który trudno pomylić z innym curry.

Najbardziej podobało mi się to, że z każdym kęsem można było wyłapać coś innego: raz zioła, raz kokos, a za chwilę pikantną pastę.

W restauracjach znajdziesz różne wersje tego dania – z mięsem, tofu lub owocami morza. Warto wybrać tę, która najbardziej Ci odpowiada, i sprawdzić, jak ostra jest propozycja danego lokalu.

Do tego porcja jaśminowego ryżu, który dobrze zbiera sos i łagodzi intensywność curry. Prosty dodatek, ale trudno mi wyobrazić sobie ten posiłek bez niego.

Zielone curry, Krua Apsorn, Bangkok
Zielone curry, Krua Apsorn, Bangkok

5. Tom yam – pikantna i kwaśna tajska zupa

Tom yam to jedna z najbardziej rozpoznawalnych tajskich zup. Znajdziesz ją zarówno w ulicznych garkuchniach, jak i w restauracjach z bardziej rozbudowanym menu.

Jest pikantna, kwaśna i bardzo aromatyczna. Jeśli lubisz wyraziste smaki, warto wpisać ją na swoją listę potraw do spróbowania.

Pierwszą miskę zjadłam na niewielkim straganie w Bangkoku, kiedy dopadło mnie przeziębienie. Gorący, intensywnie pachnący bulion był wtedy szczególnie przyjemny. Do dziś pamiętam przede wszystkim jego cytrusowy aromat i ostrość.

Za charakterystyczny smak odpowiadają trawa cytrynowa, liście limonki kaffir, galangal i chili. Do tego dochodzą dodatki, na przykład krewetki, grzyby, szalotka i świeża kolendra.

W tej zupie lubię połączenie świeżości z intensywnością przypraw. Jest rozgrzewająca, ale kwaśne nuty sprawiają, że nie wydaje się ciężka.

Jeśli nie przepadasz za ostrym jedzeniem, poproś o mniej chili. Warto zacząć od łagodniejszej wersji i sprawdzić, czy odpowiada Ci ten smak.

Tom yam, Thai Farm Cooking School, Chiang Mai
Tom yam, Thai Farm Cooking School, Chiang Mai

6. Boat noodles – niewielkie miski pełne smaku

W boat noodles zaciekawiła mnie najpierw ich historia. Dawniej sprzedawano je z łódek pływających po kanałach Bangkoku. Stąd nazwa, która pozostała, choć dziś bez problemu zjesz je również w zwykłej knajpce.

Charakterystyczne są niewielkie porcje. Miseczka szybko robi się pusta, więc zamówienie kolejnej nie wydaje się szczególnie trudną decyzją.

Najbardziej smakowały mi w Lunglek Boat Noodles w Ayutthayi. To niepozorne miejsce, które dobrze zapamiętałam właśnie ze względu na jedzenie.

Podstawą dania jest makaron w intensywnym bulionie. Zależnie od wersji pojawiają się w nim wołowina lub wieprzowina, klopsiki, podroby i inne dodatki. Ciemny sos sojowy dokłada kolejną warstwę smaku.

To zupełnie inny rodzaj zupy niż kokosowe khao soi czy tom kha gai. Bulion jest wyrazisty, a mała porcja daje okazję, żeby spróbować dania nawet wtedy, gdy nie planujesz dużego obiadu.

Lubię takie miejsca: proste menu, niewielkie stoliki i jedzenie, dla którego warto zrobić przystanek podczas zwiedzania.

Beef boat noodles, Lunglek Boat Noodles, Ayutthaya
Beef boat noodles, Lunglek Boat Noodles, Ayutthaya

7. Kaeng kari kai – żółte curry z kurczakiem

Najlepsze kaeng kari kai podczas tej podróży jadłam w Khao Gaeng Jake w Bangkoku. Było aromatyczne, sycące i przystępne cenowo. Dobry przykład tego, że na smaczny posiłek w Tajlandii nie trzeba wybierać eleganckiej restauracji.

Żółte curry z kurczakiem to danie, od którego można zacząć poznawanie tajskich curry, zwłaszcza jeśli obawiasz się ostrości.

Jego podstawą jest żółta pasta curry, a mleko kokosowe nadaje sosowi kremową konsystencję i delikatną słodycz. Ziemniaki sprawiają, że całość jest bardziej sycąca, a kurkuma odpowiada za charakterystyczny kolor.

Najbardziej lubię je za łagodniejszy smak, w którym wciąż wyraźnie czuć przyprawy. Nie trzeba dużej ilości chili, żeby danie było ciekawe.

Oczywiście poziom ostrości zależy od miejsca, dlatego przy zamawianiu warto o niego zapytać. Sama nazwa „żółte curry” nie gwarantuje, że potrawa będzie zupełnie łagodna.

Podane z ryżem sprawdza się jako prosty, konkretny obiad. To jedno z tych dań, które chętnie przygotowuję również po powrocie z podróży.

Żółte curry, Thai Farm Cooking School, Chiang Mai
Żółte curry, Thai Farm Cooking School, Chiang Mai

8. Som tam – sałatka z zielonej papai

Zanim spróbowałam som tam, niedojrzała papaja nie wydawała mi się szczególnie interesującym składnikiem. Sama w sobie ma dość delikatny smak. W tej sałatce okazuje się jednak świetną bazą dla wyrazistych dodatków.

Som tam to tajska sałatka z zielonej papai, którą warto spróbować choć raz podczas wyjazdu. Moje ulubione wersje jadłam u Mr. Kaia w Chiang Mai oraz w Krua Apsorn w Bangkoku.

Cienkie paski papai przyjemnie chrupią, a sos łączy kwaśną limonkę, chili, cukier palmowy i sos rybny. Jest świeżo, ostro i słodko jednocześnie – ale w dobrze przygotowanej sałatce wszystko pozostaje w równowadze.

Skład różni się zależnie od wersji. Możesz trafić na fasolkę, marchewkę, orzeszki ziemne, a także dodatki takie jak fermentowany krab. Jeśli jakieś składniki Ci nie odpowiadają, warto dopytać przed zamówieniem.

To jedno z dań, na które szczególnie miałam ochotę w gorące dni. Chrupiąca papaja i kwaśny sos były przyjemną odmianą po kolejnych porcjach makaronu czy curry.

Som tam często podaje się z kleistym ryżem i grillowanym kurczakiem. Sama sałatka jest lekka, ale w takim zestawie może stanowić pełny posiłek.

Sałatka z papai, Mr KAI Restaurant, Chiang Mai
Sałatka z papai, Mr KAI Restaurant, Chiang Mai

9. Tom kha gai – kokosowa zupa z kurczakiem

Tom kha gai przygotowywaliśmy podczas kursu w Thai Farm Cooking School w Chiang Mai. To jedno z dań, które szczególnie chciałam później odtworzyć w domu.

Na pierwszy plan wysuwa się tu mleko kokosowe, ale zupa nie smakuje wyłącznie kokosem. Galangal, trawa cytrynowa i liście limonki kaffir nadają jej aromat, a sok z limonki przyjemnie przełamuje kremową bazę.

Tom kha gai bywa łagodniejsza niż wiele innych tajskich potraw, choć poziom ostrości zależy oczywiście od ilości chili.

Oprócz mleka kokosowego i aromatycznych dodatków znajdziesz w niej kurczaka, grzyby, sos rybny i kolendrę. Całość jest lekko pikantna i kwaśna, z delikatną słodyczą kokosa.

Najbardziej lubię ją za to, że jest sycąca, a jednocześnie nie przytłacza intensywnością. Chętnie wybierałam ją wtedy, kiedy miałam ochotę na spokojniejszy smak po bardziej pikantnych posiłkach.

Przygotowanie jej na kursie pozwoliło mi też lepiej zrozumieć, jak ważne są proporcje. Odrobina limonki czy sosu rybnego potrafi wyraźnie zmienić efekt.

Zupa kokosowa, Thai Farm Cooking School, Chiang Mai
Zupa kokosowa, Chiang Mai

10. Mango sticky rice – kleisty ryż z mango

Na koniec deser, który prawdopodobnie kojarzysz nawet przed pierwszym wyjazdem do Tajlandii: mango sticky rice.

To bardzo proste połączenie – kleisty ryż, mleko kokosowe i dojrzałe mango. Kiedy składniki są dobre, naprawdę niewiele więcej potrzeba.

Znajdziesz go na ulicznych straganach, targach i w restauracjach. Warto spróbować kilku wersji, bo proporcje ryżu, owoców i kokosowego sosu potrafią się różnić.

Ryż gotuje się na parze, a następnie łączy z mlekiem kokosowym. Jest miękki, lekko słodki i dobrze pasuje do soczystego mango. To właśnie dojrzałość owocu ma duży wpływ na smak całego deseru.

Najlepiej wspominam mango sticky rice kupione na ulicy w Bangkoku – jeszcze ciepłe, podane w prostym plastikowym pudełku. Równie dobrze smakowała mi wersja, którą przygotowaliśmy samodzielnie podczas kursu na tajskiej farmie.

Lubię ten deser także za to, że po ostrym posiłku daje przyjemną zmianę smaku. Choć równie dobrze można zjeść go bez żadnej okazji, po prostu podczas przerwy w zwiedzaniu.

Mango Sticky Rice, Thai Farm Cooking School, Chiang Mai
Mango Sticky Rice, Thai Farm Cooking School, Chiang Mai

Podróżuj lżej, zanim wyruszysz.

Jeśli planowanie podróży bywa bardziej męczące niż ekscytujące,
zacznij od czegoś prostego.

Pobierz Plan Minimum - Podróż bez pośpiechu:

krótki, darmowy przewodnik, który pomaga odciążyć plan i zostawić więcej przestrzeni na drogę.

Co zjeść w Tajlandii? Zacznij od tego, na co masz ochotę

Po miesiącu w Tajlandii wiedziałam już, że pad thai i curry to dopiero początek. Najlepiej wspominam różnorodność: kwaśne zupy, kremowe sosy, chrupiącą papaję i ciepły ryż z mango.

Dużą część tych wspomnień tworzą również miejsca. Niewielka knajpka w Ayutthayi, stragan w Bangkoku, restauracja w Chiang Mai, do której wracałam kilka razy. Czasem właśnie posiłek decydował o tym, jak zapamiętałam dany dzień.

Te 10 potraw to dobry punkt wyjścia do poznawania tajskiej kuchni.

Nie musisz jednak próbować wszystkich ani wybierać najostrzejszej wersji, żeby poczuć, że jesz lokalnie. Warto kierować się własnym smakiem, pytać o składniki i dać sobie czas na odkrywanie.

Dla mnie równie przyjemne jak zamówienie czegoś nowego było wracanie do ulubionych dań. Podróż nie musi przecież oznaczać codziennego szukania kolejnej rzeczy do odhaczenia.

Którego tajskiego dania najbardziej chcesz spróbować? A może masz już swoje ulubione, do którego tęsknisz po powrocie? Daj znać w komentarzu – chętnie przeczytam o Twoich smakach z podróży.

Jeśli znasz kogoś, kto właśnie planuje wyjazd do Tajlandii, podeślij mu ten wpis. Może ułatwi wybór pierwszego posiłku na miejscu.

Zapisz pina na później!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *