Przejdź do treści

Kurs gotowania w Chiang Mai: czy warto wybrać Thai Farm Cooking School?

Szkoła Gotowania w Chiang Mai

Po tygodniu jedzenia w Chiang Mai wiedziałam już, że po powrocie będę tęsknić za tajskimi smakami.

Pad thai zamawiałam przy każdej okazji, ale nie miałam pojęcia, jak odtworzyć go w domu. Postanowiłam więc poświęcić jeden dzień na kurs gotowania.

Wybrałam Thai Farm Cooking School. Przekonało mnie to, że zajęcia odbywają się na farmie poza miastem, a dzień zaczyna się od wizyty na targu. Chciałam zobaczyć składniki, o których słyszałam przy stole, i wreszcie nauczyć się ich używać.

Czy kurs był wart całego dnia? Dla mnie tak. Wróciłam z przepisami, których później używałam w domu, ale najbardziej zapamiętałam targ, zapach świeżych ziół i chwilę, kiedy własnoręcznie przygotowany pad thai w końcu zaczął smakować tak, jak chciałam.

Kurs gotowania w Chiang Mai: czy warto wybrać Thai Farm Cooking School?
Kurs gotowania w Chiang Mai: czy warto wybrać Thai Farm Cooking School?

Dlaczego wybrałam Thai Farm Cooking School?

Nie będę udawać, że odkryłam szkołę przypadkiem, spacerując po Chiang Mai. Znalazłam ją podczas szukania dobrze ocenianego kursu.

Ostatecznie zdecydowałam się na nią ze względu na program: targ, farma i gotowanie przy własnym stanowisku brzmiały ciekawiej niż sama lekcja w kuchni.

Za mój całodniowy kurs zapłaciłam 1500 bahtów za osobę. W cenie były zajęcia, składniki i zorganizowany dojazd.

Przed rezerwacją sprawdź aktualną ofertę szkoły, bo dostępne są różne rodzaje kursów, a ceny i promocje mogą się zmieniać. Szkoła podaje obecnie 1500 THB jako podstawową cenę całodniowych zajęć.

Najbardziej odpowiadało mi to, że nie trzeba było wybierać między zwiedzaniem a gotowaniem. Targ i farma były częścią lekcji.

Kiedy później sięgałam po składniki przy swoim stanowisku, wiedziałam już trochę więcej o tym, skąd pochodzą i jak są używane.

Tom kha goong - tajska zupa kokosowa z krewetkami, przygotowana podczas kursu w Chiang Mai.
Tom kha goong – tajska zupa kokosowa z krewetkami, przygotowana podczas kursu w Chiang Mai.

Thai Farm Cooking School czy inny kurs w Chiang Mai?

Przed wyborem zajęć warto porównać konkretny program, a nie tylko cenę. Poniżej zestawiłam kurs, w którym uczestniczyłam, z ofertą The Rice Barn Thai Cooking Farm.

Dane dotyczą kursów całodniowych według ofert dostępnych we wrześniu 2026 roku; przed rezerwacją sprawdź je ponownie.

Cecha/DoświadczenieThai Farm Cooking School – kurs całodniowyThe Rice Barn – kurs całodniowy z targiem
MiejsceFarma poza Chiang MaiSzkoła z ogrodem ziół niedaleko miasta
TargWizyta na lokalnym targuWizyta na lokalnym targu
Rośliny i składnikiSpacer po farmie i omówienie ziółOgród ziół przy szkole
GotowanieWłasne stanowisko; wybór potraw z sześciu kategorii, w tym pasta curry i deserSześć dań podczas kursu z wizytą na targu
CzasOdbiór około 8:30-9:00, powrót około 16:00-16:30Według szkoły około 6-7 godzin
Cena podana przez szkołę1500 THB; czasowa promocja 1300 THB do 21 października 20261200 THB za kurs z targiem
Przepisy po zajęciachCyfrowa książka z przepisamiSprawdź przy rezerwacji

Dlaczego wybrałam Thai Farm? Zależało mi na dniu spędzonym poza miastem: najpierw na targu, potem wśród roślin na farmie i wreszcie przy własnym stanowisku.

Jeśli chcesz zapłacić mniej i wciąż odwiedzić targ oraz ogród ziół, oferta The Rice Barn też wygląda na wartą sprawdzenia. Nie uczestniczyłam w jej kursie, więc swoje wrażenia z zajęć opisuję wyłącznie dla Thai Farm.

Poranek na targu Ruamchook

Odbiór około 8:30 nie brzmiał dla mnie zachęcająco. Byłam na wakacjach i najchętniej zaczęłabym dzień trochę później. Kilka minut po dotarciu na targ przestałam jednak myśleć o utraconym śnie.

Nasza instruktorka, Yummy, zatrzymywała się przy składnikach, które znałam z talerza, lecz których wcześniej nie umiałabym rozpoznać podczas zakupów.

Opowiadała między innymi o ryżu i jego miejscu w codziennej kuchni. Mogłyśmy pytać, wąchać zioła i przyglądać się produktom, z których później miały powstać nasze dania.

Zapamiętałam pokaz przygotowywania świeżego mleka kokosowego. Wcześniej kojarzyłam je głównie z puszką kupowaną w sklepie. Zobaczenie całego procesu pomogło mi zrozumieć, skąd bierze się jego smak i konsystencja.

Thai Farm Cooking School w Chiang Mai - dzień zaczyna się poza kuchnią.
Thai Farm Cooking School w Chiang Mai – dzień zaczyna się poza kuchnią.

Miałyśmy też chwilę na samodzielne przejście się między stoiskami. Zrobiłam sporo zdjęć – targ był pełen kolorów – ale równie ciekawa była próba rozpoznania tego, o czym przed chwilą mówiła Yummy.

Nie wszystkie nazwy zapamiętałam. Za to później, podczas gotowania, kilka składników nie było już dla mnie zupełnie obcych.

Wizyta na targu Ruamchook nadal figuruje w opisie programu szkoły. Jeśli to ważny powód, dla którego wybierasz kurs, potwierdź szczegóły przy rezerwacji konkretnego terminu.

Targ Ruamchook: najpierw poznawałyśmy składniki, dopiero potem uczyłyśmy się z nimi gotować.
Targ Ruamchook: najpierw poznawałyśmy składniki, dopiero potem uczyłyśmy się z nimi gotować.

Na farmie wreszcie zobaczyłam, skąd biorą się te smaki

Po targu pojechałyśmy na farmę. Spodziewałam się krótkiego spaceru między grządkami, ale ta część dnia została ze mną na długo.

Po wyjściu z samochodu zrobiło się ciszej niż w Chiang Mai. Zobaczyłam ogród, staw i rośliny, które wcześniej znałam wyłącznie jako składniki potraw.

Yummy oprowadzała nas i opowiadała, do czego wykorzystuje się poszczególne zioła oraz warzywa.

Na farmie składniki z przepisów zaczęły mieć zapach, kształt i własną historię.
Na farmie składniki z przepisów zaczęły mieć zapach, kształt i własną historię.

Najlepiej pamiętam trawę cytrynową. Świeżo zerwana pachniała tak intensywnie, że później łatwiej było mi rozpoznać ją w gotowanym daniu. Podobało mi się też zobaczenie papai rosnącej na drzewie. To drobne rzeczy, ale podczas podróży często właśnie one sprawiają, że zapamiętuję miejsce.

Szkoła przedstawia farmę jako organiczną. Nie potrafiłabym ocenić jej metod uprawy po jednym spacerze, więc nie będę tego robić.

Dla mnie wartością tej części kursu była możliwość zobaczenia roślin i porozmawiania o ich zastosowaniu, zanim dostałyśmy je pokrojone do gotowania.

Kolorowe papryczki chili na targu Ruamchook - jednym z pierwszych przystanków naszego kursu gotowania.
Kolorowe papryczki chili na targu Ruamchook – jednym z pierwszych przystanków naszego kursu gotowania.

Każdy z nas gotował przy własnym stanowisku

Kiedy przyszedł czas na gotowanie, każda osoba dostała własne stanowisko.

Lubię taki sposób prowadzenia zajęć: możesz patrzeć na instruktorkę i zadawać pytania, ale to Ty musisz odmierzyć składniki, pilnować patelni i spróbować, czy danie smakuje tak, jak chcesz.

Zaczęliśmy od przygotowania pasty curry w moździerzu. Byłam przekonana, że pójdzie mi szybciej. Po kilku minutach rozcierania przypraw moje ramiona miały już dość, za to pasta zaczęła pachnieć coraz lepiej.

To był moment, w którym naprawdę zrozumiałam, ile pracy można włożyć w składnik, który w domu zwykle wyciskam z gotowego opakowania.

Własne stanowisko oznaczało, że naprawdę musiałam nauczyć się gotować, a nie tylko patrzeć.
Własne stanowisko oznaczało, że naprawdę musiałam nauczyć się gotować, a nie tylko patrzeć.

Podczas kursu przygotowywałyśmy różne dania z dostępnego menu – między innymi curry, zupy, potrawy smażone, pad thai i deser.

Nie wszystko, co widziałam i próbowałam, ugotowałam sama. Pozostałe osoby wybierały inne potrawy, dlatego przy wspólnym stole pojawiło się więcej dań niż na moim stanowisku.

Jeśli jesteś wegetarianką, zgłoś to przy rezerwacji. Szkoła deklaruje możliwość dostosowania menu do diety wegetariańskiej i wegańskiej.

Warto dodatkowo upewnić się, jakie zamienniki będą używane zamiast sosu rybnego czy ostrygowego.

Każda z nas miała własne stanowisko, więc naprawdę gotowałyśmy od początku do końca.
Każdy z nas miał własne stanowisko, więc naprawdę gotowaliśmy od początku do końca.

Pad thai był moim małym odkryciem

Przed kursem jadłam pad thai wiele razy. Wiedziałam, czy dany mi smakuje, ale nie rozumiałam jeszcze, jak szybko zmienia się smak potrawy podczas przygotowywania.

Przy własnej patelni musiałam próbować, mieszać i reagować. Dopiero wtedy zaczęłam lepiej wyczuwać równowagę między słodkim, kwaśnym i słonym.

To była dla mnie najcenniejsza część lekcji – nie zapamiętanie jednej idealnej proporcji, lecz zrozumienie, co zrobić, kiedy smak wymaga poprawy.

Podobnie było z mango sticky rice. Jedliśmy ten deser wcześniej w Chiang Mai i wydawał mi się prosty: ryż, mleko kokosowe, mango.

Przygotowanie go pokazało mi, jak wiele zależy od rodzaju ryżu, jego konsystencji i tego, jak wchłonie mleko kokosowe.

Od tamtej pory inaczej patrzę na oba te dania. Wciąż najchętniej jem je w Tajlandii, ale lubię wiedzieć, co dzieje się, zanim trafią na talerz.

Banany w mleku kokosowym - jeden z deserów, które pojawiły się podczas kursu w Thai Farm Cooking School.
Banany w mleku kokosowym – jeden z deserów, które pojawiły się podczas kursu w Thai Farm Cooking School.

Dwa przepisy, które zabrałam z kursu

W moich notatkach zachowały się dwa przepisy, do których chętnie wracam. Pierwszy zapisałam w wersji z kurczakiem, tak jak pojawił się w dawnym szkicu artykułu.

Dziś, jako wegetarianka, przygotowałabym go z tofu i roślinnymi odpowiednikami sosów.

Kurczak z tajską bazylią – albo wersja z tofu

Święta bazylia tajska ma inny smak niż bazylia znana z włoskiej kuchni: jest bardziej wyrazista i lekko pieprzna. To ona nadaje charakter całemu daniu.

Składniki z moich notatek:

  • 100 g mielonego kurczaka lub dobrze odsączonego, pokruszonego tofu
  • 2 łyżki oleju
  • 3 ząbki czosnku, posiekane
  • ¼ szklanki posiekanej cebuli
  • 2-3 papryczki chili, rozgniecione
  • ⅓ szklanki posiekanej fasolki szparagowej
  • 1 łyżka sosu rybnego lub jego roślinnego odpowiednika
  • 1 łyżka sosu ostrygowego lub sosu z grzybów
  • ½ łyżeczki cukru
  • 1 szklanka liści świętej bazylii
  • Ryż jaśminowy do podania

Przygotowanie:
Rozgrzej olej w woku lub na dużej patelni. Dodaj czosnek, cebulę i chili. Po chwili dodaj kurczaka albo tofu i smaż, mieszając. Jeśli używasz kurczaka, upewnij się, że jest całkowicie ugotowany.

Dodaj fasolkę, sosy i cukier. W razie potrzeby wlej odrobinę wody. Na końcu wmieszaj liście bazylii i zdejmij patelnię z ognia, kiedy zmiękną. Podawaj z ryżem jaśminowym.

W wersji wegetariańskiej koniecznie sprawdź skład obu sosów – zwykły sos rybny i ostrygowy nie są roślinne.

To tajska bazylia sprawiła, że zapamiętałam to danie.
To tajska bazylia sprawiła, że zapamiętałam to danie.

Mango sticky rice

Ten deser warto zaplanować dzień wcześniej, bo ryż trzeba namoczyć. Potem pozostaje już dopilnować, by był miękki i dobrze wchłonął mleko kokosowe.

Składniki:

  • 1 szklanka kleistego ryżu, namoczonego przez noc
  • ½ szklanki mleka kokosowego
  • 1-2 łyżki cukru palmowego
  • ¼ łyżeczki soli
  • 1 liść pandanu, opcjonalnie
  • 1 dojrzałe mango
  • Prażona fasola mung lub sezam do posypania, opcjonalnie

Przygotowanie:

Ugotuj ryż na parze do miękkości – około 30 minut, ale sprawdzaj go w trakcie. Podgrzej mleko kokosowe z liściem pandanu, a potem wyjmij liść. Odłóż dwie łyżki mleka do polania deseru.

Do pozostałego mleka dodaj cukier i sól. Mieszaj na małym ogniu, aż cukier się rozpuści. Połącz ciepły ryż z mlekiem kokosowym, przykryj i zostaw na około 15 minut. Podawaj z pokrojonym mango, odłożonym mlekiem i posypką.

Przy pierwszym podejściu najbardziej pomogło mi to, że mogłam zobaczyć właściwą konsystencję ryżu podczas kursu. Z samych słów w przepisie trudniej byłoby mi ją sobie wyobrazić.

Mango sticky rice: kilka składników, ale warto poświęcić uwagę każdemu z nich.
Mango sticky rice: kilka składników, ale warto poświęcić uwagę każdemu z nich.

Najprzyjemniejsza część: wspólny posiłek

Po gotowaniu usiadłyśmy z naszymi potrawami na tarasie. Byłam bardzo dumna z żółtego curry, choć wyszło ostrzejsze, niż planowałam – najwyraźniej z chili poszłam trochę za daleko.

Próbowałyśmy swoich dań i porównywałyśmy, co komu wyszło. Pad thai mojej koleżanki udał się świetnie już za pierwszym razem. Przyznaję, że odrobinę jej tego zazdrościłam, ale szybko zajęłam się własnym talerzem.

Porcji było dużo, więc nie dałyśmy rady zjeść wszystkiego na miejscu. Resztę zabrałyśmy ze sobą.

Curry jedzone następnego dnia przypomniało mi cały kurs: targ, farmę, pastę rozcieraną w moździerzu i chwilę, kiedy próbowałam zdecydować, czy dodać jeszcze trochę chili. Odpowiedź, jak się okazało, brzmiała: nie.

Jedzenie tego, co same przygotowałyśmy, było najlepszym zakończeniem dnia.
Jedzenie tego, co same przygotowałyśmy, było najlepszym zakończeniem dnia.

FAQ: kurs gotowania w Chiang Mai

Ile kosztuje Thai Farm Cooking School?

Za mój całodniowy kurs zapłaciłam 1500 THB. Szkoła obecnie również podaje 1500 THB jako podstawową cenę kursu całodniowego, choć zdarzają się promocje. Sprawdź aktualną cenę i zakres wybranego programu przed rezerwacją.

Co obejmuje kurs?

W moim przypadku były to wizyta na targu, przejazd na farmę, spacer po uprawach i praktyczna lekcja gotowania z własnym stanowiskiem.

Szczegóły mogą zależeć od rodzaju kursu, więc sprawdź opis tego, który wybierasz – zwłaszcza zasady odbioru i liczbę przygotowywanych potraw.

Czy trzeba umieć gotować?

Nie. Instruktorka pokazywała kolejne kroki i można było zadawać pytania. Własne stanowisko oznacza jednak, że naprawdę gotujesz. Możesz coś zrobić wolniej albo dodać zbyt dużo chili – i to też jest część nauki.

Czy można wybrać dania wegetariańskie?

Szkoła informuje, że może dostosować menu między innymi do diety wegetariańskiej i wegańskiej. Zgłoś to podczas rezerwacji i dopytaj o skład sosów używanych w konkretnych daniach.

Czy ten kurs był wart swojej ceny?

Dla mnie tak. Gdyby chodziło wyłącznie o otrzymanie kilku przepisów, mogłabym znaleźć je w książce lub internecie. Na kursie zobaczyłam składniki na targu i na farmie, sama przygotowałam dania i mogłam od razu zapytać, co poprawić.

Nie musisz wybierać dokładnie tej szkoły, żeby dobrze wspominać kurs gotowania w Chiang Mai. Jeśli jednak chcesz spędzić na nim cały dzień i zależy Ci na części poza kuchnią, warto wziąć Thai Farm Cooking School pod uwagę.

Czy poleciłabym kurs gotowania w Chiang Mai?

Tak, zwłaszcza jeśli lubisz poznawać miejsca przez jedzenie. Nawet gdyby po powrocie żaden z moich pad thaiów nie wyszedł idealnie, nadal cieszyłabym się, że spędziłam ten dzień na targu, farmie i przy własnym woku.

Najważniejsze, co zabrałam z zajęć, to nie jedna receptura. Zaczęłam uważniej próbować tajskich potraw i lepiej rozumieć, skąd biorą się ich smaki. To coś, co zostało ze mną dłużej niż papierowa lista składników.

Z Yummy, naszą instruktorką w Thai Farm Cooking School w Chiang Mai.
Z Yummy, naszą instruktorką w Thai Farm Cooking School w Chiang Mai.

Podróżuj lżej, zanim wyruszysz.

Jeśli planowanie podróży bywa bardziej męczące niż ekscytujące,
zacznij od czegoś prostego.

Pobierz Plan Minimum - Podróż bez pośpiechu:

krótki, darmowy przewodnik, który pomaga odciążyć plan i zostawić więcej przestrzeni na drogę.

Ta szkoła gotowania w Chiang Mai zmieniła wszystko

Nie przesadzam – kiedy raz zrozumiesz, jak naprawdę buduje się tajskie smaki od podstaw, zamawianie pad thai w Polsce już nigdy nie będzie takie samo.

Od mojego powrotu z Tajlandii zrobiłam żółte curry już trzy razy (tak, kupiłam porządny moździerz z tłuczkiem), a znajomi za każdym razem proszą o przepis.

Ale ten kurs to coś więcej niż tylko nauka gotowania. To doświadczenie, które zmieniło mój sposób myślenia o podróżach.

Zamiast tylko konsumować kulturę, uczestniczyłam w niej – rękami, nosem, smakiem. Zrozumiałam, dlaczego tajscy kucharze w każdym daniu równoważą słodkie, kwaśne, słone i ostre. I jak wiele mówi to o ich podejściu do życia i harmonii.

Jeśli wybierasz się do Tajlandii i zastanawiasz się, czy warto zarezerwować kurs gotowania – po prostu to zrób.

Nawet jeśli myślisz, że nie umiesz gotować (ja też tak myślałam!) – zaskoczysz siebie. I wrócisz do domu z umiejętnościami, które zostają z Tobą na długo.
A Twoi znajomi? Będą błagać o dokładkę.

Którego tajskiego dania najbardziej chciałabyś nauczyć się robić?

Zapisz pina

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *